Reklama
Reklama
Reklama
Biznes
26.02.2013

W czepku urodzony

Miniaturka
Krzysztof Otlewski zaczynał od małej stolarni w Osiu. W ciągu 33 lat jego firma stała się jednym z największych pracodawców w powiecie /Fot. Andrzej Bartniak

Stolarnia Krzysztofa Otlewskiego to przykład jednej z bardziej błyskotliwych karier biznesowych w powiecie świeckim. Dziś zakład zatrudnia ponad 500 osób. Już niebawem nazwisko właściciela będzie utożsamiane nie tylko z branżą drzewną, ale także z turystyką.

 

Krzysztof Otlewski z dumą podkreśla, że należy już do czwartego pokolenia stolarzy i cieśli. Jednak on był pierwszym, który miał możliwości i odwagę wypłynąć na tak szerokie wody.

Wspominając ojca, przed oczami ma jego obraz, jak po powrocie z zakładów stolarskich Zgoda w Osiu, je obiad, czyta „Gazetę Pomorską”, a później idzie do swojego małego warsztatu na tyłach domu, żeby dalej pracować.

- Czasami przeciągało się to do północy – wspomina biznesmen z Osia. - Lubił wtedy mieć kogoś przy sobie. Chętnie podglądałem go jak robił okna, drzwi, jakieś meble, a czasami nawet zabawki. Sam też próbowałem coś zbijać z klepek. Tak wyglądał każdy dzień od poniedziałku do soboty. Drewno, meble, stolarnia to były tematy, o których ciągle się w domu rozmawiało.

 

Dla nikogo nie było więc zdziwieniem, że Krzysztof Otlewski poszedł w ślady ojca. Z tą różnicą, że on w 1975 roku zatrudnił się w Zakładach Celulozy i Papieru w Świeciu. Z przerwą na służbę wojskową, z papiernią związany był do roku 1980. Podobnie jak ojciec, on również po powrocie z fabryki zaszywał się w warsztacie, aby zarabiać dodatkowe pieniądze.

- Dość szybko dałem się poznać jako solidny rzemieślnik i pewnie dlatego z miesiąca na miesiąc przybywało zleceń – mówi. - Coraz trudniej było się wyrobić. Zacząłem się zastanawiać, czy może nie spróbować usamodzielnić się. Trochę się tego bałem, bo praca w Celulozie była pewna i dobrze płatna. Z drugiej strony, po liczbie zamówień  widziałem, że mam szansę zarabiać jeszcze więcej.

W podjęciu strategicznej decyzji o rozstaniu się z papiernią i skupieniu na własnym biznesie pomógł mu kierownik.

- Powiedział mi coś, co do tej pory, gdy to wspominam, w jakiś sposób mnie wzrusza – podkreśla Otlewski. - Pewnego dnia zwierzyłem mu się ze swoich rozterek, a on bez większego namysłu oświadczył, że gdyby mi się nie powiodło, zawsze będzie czekać tu na mnie miejsce. Wiele to dla mnie znaczyło, że ma o mnie i mojej pracy tak wysokie mniemanie. Zyskałem spokój, który pozwolił mi działać.

Oprócz stolarki otworowej, prawdziwą żyłą złota w latach 80. okazały się meblościanki.

- Dziś, zwłaszcza młodym ludziom, trudno w to uwierzyć, ale niektórzy zamawiający na swój przydział musieli czekać nawet dwa lata. Dlatego regularnie pojawiali się ludzie, którzy liczyli, że łapówka pozwoli skrócić ten okres – śmieje się.

Nie było to jednak specjalnie możliwe, bo ciągle brakowało podstawowych materiałów. Brzmi to paradoksalnie, ale w Borach Tucholskich były kłopoty z drewnem nadającym się do stolarki. W tamtym czasie w Osiu nie było tartaku. Inną sprawą było to, że płyty drewnopodobne, podstawowy budulec popularnych meblościanek, trzeba było sprowadzać.

 

Mimo tych trudności zakład dobrze prosperował, z każdym kolejnym rokiem wzmacniając pozycję właściciela na rynku. To przekonało go, że trzeba powiększyć stolarnię. Dotychczasowa nie pozwalała na realizację większych zamówień. W 1983 roku skromny warsztat rozrósł się do 130 m kw.

- Pamiętam, jak spojrzałem na tę halę i pomyślałem sobie: „Co ja tu będę robił?”. Życie samo rozwiązało za mnie ten problem.

Pod koniec 1991 roku załoga stolarni Otlewskiego liczyła już 30 osób, a powierzchnia zakładu, wybudowanego na nowej działce, przekraczała 400 m kw.

- Miałem aspiracje, by dalej się rozwijać, ale nie sądziłem, że osiągnie to dzisiejszy poziom – przyznaje. - Widziałem jednak, że nastał dobry czas dla ludzi przedsiębiorczych, dlatego zarobionych pieniędzy nie przejadałem, jak zdarzało się to innym, po których dziś nie ma już śladu, tylko dobrze inwestowałem. Miałem przeczucie, że w przyszłości będą procentować.

Otwarcie granic umożliwiło robienie interesów także z zachodnimi partnerami. Pierwszy poważny zastrzyk gotówki z Niemiec wiązał się z zamówieniem na koziołki tapeciarskie - drewniane podpory wykorzystywane przez tapeciarzy i malarzy. Produkt może nie był wyrafinowany, ale pozwolił zaistnieć na rynku niemieckim. Intratne zamówienia zdarzały się w tamtym czasie też z Polski. Jednym z większych było zlecenie na produkcję 300 drzwi garażowych.

Już po dwóch latach od otwarcia nowej stolarni zaczęło brakować miejsca. Żeby nie wstrzymywać produkcji, trzeba było wydzierżawić dodatkową halę. Chcąc mieć pewnych ludzi wokół siebie, Otlewski ściągnął do Osia swojego brata, aby pomógł mu prowadzić biznes. Z każdym rokiem przybywało zagranicznych kontraktów. Stopniowo zmieniał się też profil zakładu, który dziś nastawiony jest przede wszystkim na produkcje stelaży do mebli dla klientów z Niemiec, Holandii, Belgii, Wielkiej Brytanii i Danii.

 

Krzysztof Otlewski stał się jednym z największych pracodawców w powiecie świeckim. Obecnie zatrudnia ponad 500 osób. Pod dachem jest 15 tys. m kw. Co najbardziej niezwykłe, firma nigdy nie wpłynęła na żadną mieliznę, która zachwiałaby jej kondycją.

- Moja mama od zawsze mówiła, że jestem urodzony w czepku – żartuje Otlewski. - A tak na poważnie, starałem się w biznesie kierować rozsądkiem i ryzykować z umiarem. Pewnie dlatego dziś jestem w tym miejscu, w jakim jestem.

A gdzie firma będzie za lat 10? Pewnej odpowiedzi na to pytanie nie potrafi udzielić nawet sam właściciel. Ma jednak ambicję sprawdzić się na nowych polach. Pierwsze z nich wiąże się z produkcją własnej kolekcji mebli. Próbkę możliwości można zobaczyć w firmowym sklepie znajdującym się przy zakładzie.

- Chcemy potencjalnym kontrahentom pokazywać, na co nas stać, a z drugiej strony próbujemy powoli wchodzić na rynek gotowych mebli. Stawiamy na dobre materiały i indywidualne podejście do klienta. W tym przypadku oznacza to możliwość wprowadzania wielu zmian do proponowanych produktów – zachwala Krzysztof Otlewski. - Bo dlaczego nie przedłużyć dwumetrowego stołu do trzech metrów, jeśli klient będzie miał takie życzenie? Sądzę, że takie podejście będzie procentować.

Biznesmen potrafi pracować, ale są też chwile, gdy chce zapomnieć o wielkich interesach. Związane są one z jego pasją - myślistwem. Szczególnie ceni sobie trofea przywiezione z polowań w Afryce, Kirgizji i mroźnej Grenlandii.

Przedsiębiorca z Osia zamierza  wykorzystać nie tylko drzewny potencjał Borów Tucholskich, ale także turystyczny. Kolejna płaszczyzna rozwoju wiąże się z nowym nabytkiem, jakim jest ośrodek wypoczynkowy Beniovita w Tleniu. Jego zamiarem jest uczynienie z niego wzorowego miejsca wypoczynku.

Andrzej Bartniak
Dodaj komentarz
Unity
24.08.2016
Stellar work there eveerony. I'll keep on reading. http://xuyyztzuu.com [url=http://sncfadsvp.com]sncfadsvp[/url] [link=http://cqclrpttatp.com]cqclrpttatp[/link]

Nikki
23.08.2016
Thanks for sharing. Your post is a useful coiornbutitn.

Arry
22.08.2016
Gosh, I wish I would have had that infoamrtion earlier! http://plaffdtni.com [url=http://xcczvznv.com]xcczvznv[/url] [link=http://pspnuxfqhv.com]pspnuxfqhv[/link]

Butterfly
20.08.2016
Yeah, that's the tikcte, sir or ma'am

Hetty
19.08.2016
A really good answer, full of ranaytilito!


© terazswiecie.pl 2011. Wszelkie prawa zastrzeżone. projekt i wykonanie: www.szarekomorki.com