Reklama
Reklama
Reklama
Felieton
02.11.2015

Podyskutujmy

Miniaturka
Szymon Wacławik

Dosłownie za chwilę kończy mi się umowa na kablówkę i zaczynam się powoli zastanawiać czy jest mi ona w ogóle do czegokolwiek potrzebna, bo tak naprawdę, to telewizor od długiego czasu jest dla mnie tylko meblem, w dodatku zbędnym. Informacje z kraju i ze świata czerpię głównie z prasy zagranicznej i radia (też głównie obcojęzycznego), bo paradoksalnie tam łatwiej znaleźć rzetelny i bezstronny artykuł na temat naszego kraju, a i poziom dziennikarstwa naprawdę jest o wiele lepszy. Jedynym, co mnie potrafiło przekonać do tego magicznego pudełeczka, to oferta filmowa. Dałem się nawet namówić na jakiś wypasiony pakiet filmowy z Canalami i innymi stacjami, które rzekomo miały emitować filmy z najwyższej półki, ale w zderzeniu z rzeczywistością okazało się, że oferta ta zupełnie nie spełnia moich oczekiwań.

 

Zastanawiając się nad tym, doszedłem do wniosku, że nawet nie mogę mieć do tej oferty uwag, bo przecież stacje filmowe emitują to, co jest w kinach, a w kinach niestety ostatnio niewiele… Próbowałem sobie nawet przypomnieć, kiedy ostatni raz widziałem w kinie jakiś film, który oceniłbym na „dobry ze wskazaniem na bardzo dobry”. Długo siedziałem, żeby ustalić konkretną datę i wyszło mi, że było to na początku grudnia ubiegłego roku…

Oczywiście nie była to moja ostatnia wizyta w siedzibie dziesiątej muzy, bo po drodze widziałem kilka innych produkcji, ale uczciwie mówię, że raczej z tych, które stanowią tylko tło dla popcornu, nachosów i coli. Nie chcę przez to powiedzieć, że mam jakiś super wymagający gust filmowy. Zadowalam się naprawdę zwykłymi filmami fabularnymi, ale opowiadającymi jakąś historię, najlepiej niepowtarzalną, bo odgrzewanie tych samych fabularnych kotletów jakoś mnie nie bawi. Doceniam też dobrą grę aktorską i ładne zdjęcia (najlepiej zarejestrowane w rzeczywistości, a nie na tle green-boxa), to tyle. Okazuje się jednak, że w dużych sieciach kinowych wcale nie jest łatwo o znalezienie tytułu, który spełnia te kryteria, choć przecież co roku na całym świecie realizuje się tysiące produkcji, które na pewno zasługują na uwagę.

 

I tu z pomocą przychodzą nam DKF-y, czyli Dyskusyjne Kluby Filmowe. Młodzi Czytelnicy mogą nie pamiętać, ale kiedyś nie było Filmwebu i dyskusje o filmach prowadziło się w realu, na żywo, w towarzystwie innych ludzi, najczęściej przy piwie lub kawie i na dodatek zaraz po obejrzeniu jakiejś interesującej pozycji. Te małe instytucje tworzone przez miłośników kina dla miłośników kina, miały zawsze ciekawy repertuar, emitowały naprawdę wyselekcjonowane tytuły, w dodatku często takie, których nawet dziś nie znajdziecie ani w telewizji, ani w Netflixie, Hulu i innych serwisach.

Niestety, wraz z rozpowszechnieniem się emisji cyfrowej straciły mocno na znaczeniu, ale na szczęście tendencja zaczyna się odwracać i DKF-y znowu wracają do łask. Jak każda taka inicjatywa, proces zaczyna być widoczny w dużych miastach - jak grzyby po deszczu powstają kluby w Warszawie, Wrocławiu, Krakowie czy Poznaniu. Zaczynają się nawet specjalizować. Jedne grają tylko polskie produkcje, inne tylko thrillery. Młodzi ludzie, coraz częściej i chętniej przychodzą na spotkania. Powodów jest kilka - słaba oferta kin sieciowych i telewizji czy coraz większe trudności z dostępem do pirackich treści. Jakby nie było - najważniejsze, że ludzie przychodzą, oglądają i dyskutują, a to jest budujące.

Może zatem i Wy, Drodzy Czytelnicy, zechcielibyście spróbować, bo nie wiem czy jesteście zorientowani, ale pod nosem macie naprawdę fajny Dyskusyjny Klub Filmowy Klaps, który działa przy świeckim kinie. Wpadnijcie, zobaczcie, jakie filmy proponuje, pogadajcie o nich z innymi po emisji. W pewnym momencie uświadomicie sobie, że filmy nie tylko się ogląda, ale można też o nich w ciekawy sposób dyskutować, ba - nawet się sprzeczać. Gorąco zachęcam!



© terazswiecie.pl 2011. Wszelkie prawa zastrzeżone. projekt i wykonanie: www.szarekomorki.com