Reklama
Reklama
Reklama
Historia
04.02.2015

Wolność przyjechała z ułanami

Miniaturka
Pasjonaci tradycji ułańskich, Hubert i Wojciech Lemańczykowie z Gródka /Fot. Archiwum

4 lutego 1921 roku jedna z gazet ukazujących się w Świeciu napisała: „Dzień 25 stycznia 1920 roku będzie dla nas i dla naszych pokoleń dniem historycznym.” W tym roku mija 95 lat od kiedy na ułańskich proporcach, po 148 latach zaboru, nasze miasto zostało przywrócone Polsce. Co wiemy o tamtych czasach? Czy wypełniamy wezwanie do przechowania dla następnych pokoleń historycznej spuścizny? Kto jeszcze ma wolę i chęć, by to robić?

 

Świecie ze swoimi zbudowanymi na początku XX wieku koszarami i dwoma pobliskimi kompleksami inżynieryjnymi, służącymi do rozmieszczenia baterii artyleryjskich (w Morsku i Topolnie), które osłaniały skrzydła przeprawy wiślanej, stało się w przededniu I wojny światowej częścią większego i bardzo rozwiniętego pasa umocnień Twierdzy Chełmno. W zamyśle niemieckiego Sztabu Generalnego twierdza ta wraz z Twierdzą Grudziądz i Twierdzą Toruń miała zatrzymać spodziewaną ofensywę wojsk rosyjskich. Przebieg działań wojennych w Prusach Wschodnich, rozbicie armii carskiej i ofensywa niemiecka w głąb Rosji na początku I wojny światowej, odsunęła takie zagrożenie.

Twierdze straciły  znaczenie w roku 1918, kiedy w przegrywającej wojnę  Rzeszy Niemieckiej ruszyła fala buntów żołnierskich, mogących doprowadzić do rewolucji komunistycznej. W tym czasie na wschodzie, po zawarciu rozejmu z Sowietami, trwały na pozycjach potężne, karne, niezdemoralizowane klęskami jednostki niemieckie, które zamierzano przerzucić do Niemiec w celu zdławienia wojskowych rozruchów. Szlak ich przerzutu prowadził z Prus Wschodnich przez Pomorze i Poznańskie do Rzeszy.

 

Wojacy w akcji

 

Teren ten, najeżony umocnieniami, stanowił też doskonałą zaporę przed ewentualnym atakiem ze strony bolszewickiej Rosji. Dlatego władze niemieckie robiły wszystko, aby nie oddawać tych terenów. To spowodowało, że tylko na ziemiach centralnej Polski i dawnej Galicji w zaborze austriackim mogły od listopada 1918 roku powstawać zręby niepodległego państwa polskiego.

Nie znaczy to jednak, że takich prób nie podejmowano również u nas. Świecie w roku 1918 i 1919 stało się areną ważnych, ale i tragicznych wydarzeń, mających na celu wyzwolenie spod pruskiego panowania. Jako pierwsi zaczęli działać zdemobilizowani żołnierze z armii niemieckiej, mieszkańcy naszego miasta i regionu. Pod wodzą konspiratorów z Organizacji Wojskowej Pomorza (OWP) zaczęli tworzyć tzw. Towarzystwa Wojaków. Szczególnie wyróżniali się  tu porucznik Rosiński, podporucznik Przewoski, podporucznik Kuberski, sierżant Antoni Chruściński (w jego mieszkaniu w Świeciu było tajne biuro komendy OWP), Brunon Hoffman, Paweł Rosiński, Jan Sobiechowski, Jan Gutowski, Ludwik Kmiecik, Leon Tłoczyński, Józef Bona.

Organizowano przemyt ludzi do polskiego wojska i ochotników do walki w powstaniu wielkopolskim. Niemcy za wszelką cenę starali się spacyfikować polską organizację. W lutym 1919 roku w karczmie Franciszka Wyrwickiego w Przechowie Grenzschutz (niemiecka straż graniczna), dokonał aresztowania właściciela i ppor. Rosińskiego. Wywieziono ich do Grudziądza gdzie stanęli przed sądem za zdradę stanu. Zatrzymano również innych działaczy: Franciszka Bogackiego, Franciszka Kotarskiego, Leona Tarkowskiego, Piotra Lewandowskiego i Orzechowskiego.

 

Krew pod koszarami

 

Nie powstrzymało to rozwoju konspiracji OWP i mimo represji i napadów niemieckich bojówek na członków organizacji, do końca 1919 roku uformował się liczący 3409 żołnierzy oddział wojskowy pod dowództwem ppor. Juliana Rosińskiego. Jego adiutantem był sierżant Antoni Chruściński a dowódcami batalionów podporucznicy Józef Kuberski i Teodor Przewoski oraz chorąży Józef Pokorski. Inna organizacja patriotyczna, „Sokół”, zorganizowała w lutym 1919 roku loterię fantowa ku czci Jana Kilińskiego. Mieszkaniec Świecia, Bolesław Nelke, wylosował portret bohaterskiego szewca, który żołnierze Grenzschutzu próbowali skonfiskować. Doszło wskutek tego do ulicznych zamieszek, na które Niemcy odpowiedzieli wojskowymi represjami.

Dalsza eskalacja nastąpiła 22 lutego 1919 roku, kiedy tłum polskich mieszkańców Świecia ruszył pod koszary, aby uwolnić zatrzymanego przez Grenzschutz członka niepodległościowej organizacji. Niemieccy żołnierze otworzyli ogień do zgromadzonych cywili z karabinów maszynowych ustawionych w oknach budynków. Zginął wtedy 57-letni Ludwik Weiner i 11-letnia Agnieszka Grabowska. Szczególnie śmierć dziecka, przypadkowego uczestnika zajść, wzburzyła świecian, co doprowadziło do kolejnych rozruchów. W efekcie wojskowe władze niemieckie wprowadziły na terenie miasta stan oblężenia, który trwał z przerwami do końca 1919 roku. Wzmogła się aktywność niemieckich bojówek nacjonalistycznych, których członkowie planowali nawet zamordowanie proboszcza świeckiej parafii księdza Konitzera.

Pod koniec tego roku na skutek umów między rządem polskim a Niemcami w powiecie świeckim mogła zacząć urzędować Tymczasowa Rada Państwowa, zastępująca sejmik i Radę Powiatową. Jej delegatem był Stanisław Wojnowski, ziemianin z Kończyc, znany działacz patriotyczny i gospodarczy, który 24 stycznia 1920 roku został powołany na pierwszego polskiego starostę  powiatu świeckiego. Jeszcze przed świtem 25 stycznia 1925 roku, zgodnie z zawartymi umowami, ostatni żołnierze niemieccy wycofali się ze Świecia. Rano biciem w dzwony kościelne zaczęto ogłaszać wkroczenie do Świecia oddziałów Błękitnej Armii generała Józefa Hallera.

 

Wspomnienia księdza Konitzera

 

To, jak wyglądał moment przejęcia Świecia przez polskie wojsko zawarł w swoich wspomnieniach ksiądz Paweł Konitzer, wspomniany dziekan, radca, proboszcz parafii św. Stanisława (fary). Piętnaście lat po wydarzeniach z 1920 roku na łamach lokalnej prasy ksiądz Konitzer opowiadał:

„Wreszcie po dniach ciężkich, pełnych prześladowań, zaświtała w styczniu 1920 roku jutrzenka wolności do naszego powiatu. Po 20 stycznia spodziewano się przybycia wojska polskiego. W głębi mieszkań polskich, w ukryciu przed szpiegującym jeszcze Grenzschutzem, przygotowywano się do uroczystego powitania. Nareszcie usunęły się oddziały niemieckie, których żołnierze krzyczeli jednak na odchodne: Za 8 tygodni tu wrócimy. Co rychlej usunięto z rynku pomnik Wilhelma I i w kilka godzin miasto na pozór niemieckie przybrało charakter polski, dekorowano ulice, domy i mieszkania Polaków. Niezwykle pięknie przedstawiał się rynek, gdzie miało nastąpić powitanie wojska polskiego.

W niedzielę 25 stycznia 1920 roku od samego ranka wrzało w Świeciu jak w ulu. Cała ludność polska wyległa na ulicę. Na rynku zgromadziły się wszystkie towarzystwa polskie: Rada Ludowa, Towarzystwo Ludowe Jedność (Towarzystwo Wojaków), Sokół, przemysłowcy, kupcy, rzemieślnicy, handlowcy, Kółko Rolnicze, wszystkie cechy i szkoły. Bicie dzwonów i odtrąbienie hejnału z wieży zamku pokrzyżackiego oznajmiły zgromadzonym tłumom zbliżanie się wojska polskiego. Wśród burzy okrzyków i dreszczu emocji wpadł na rynek szwadron ułanów, a za nim maszerująca piechota. Czuwający nad porządkiem komendant dzielnych Sokołów, druh Bronisław Hofmann niemało miał kłopotu z utrzymaniem ładu wśród ludzkiej ciżby. Na posuwające się ulicami wojsko rzucano kwiaty. Na rynku, przy ratuszu, nastąpiło uroczyste powitanie. Jako pierwszy głos zabrał komisaryczny starosta pan Wojnowski, ziemianin z Kończyc. Następnie w płomiennych słowach przemówił ksiądz dziekan Konitzer. Znowu wśród tłumu okrzyki i łzy radości z Odzyskanej Ojczyzny i zerwanych pęt niewoli. Tegoż dnia na sali Kowallecka, obecnie Chełstowskiego (dzisiejsze warsztaty Zakładu Poprawczego), odbył się raut uroczysty a oddziały wojska podejmowano z iście staropolską gościnnością w koszarach.”

 

Pierwszy burmistrz

 

Tyle wspomnień księdza Pawła Konitzera. Warto jeszcze dodać z innych relacji, iż ułańscy oficerowie mieli szablami salutować wielce urodziwej nauczycielce stojącej na balkonie budynku na rogu Batorego i Klasztornej, która z okrzykiem „Niech żyje Polska” rzuciła na nich naręcze papierowych, biało-czerwonych kwiatów. Generał Haller nie przybył osobiście do Świecia. Miał podobno zatrzymać się w Grucznie, chociaż oficjalne doniesienia mówią o podróży pociągiem do Grudziądza z przystankiem w Laskowicach Pomorskich. Uhonorowano go jednak nazwaniem ulicy prowadzącej do koszar, którą po II wojnie władze komunistyczne przemianowały na Armii Czerwonej. Do imienia generała powrócono po przemianach ustrojowych. W roku 1990, z okazji 70 rocznicy powrotu Świecia do Polski, Franciszek Rózio, znany nauczyciel, ufundował tablicę pamiątkową, którą wmurowano w ścianę dawnego ratusza, dzisiaj Urzędu Stanu Cywilnego.

Wśród oddziałów wojskowych Błękitnej Armii (nazwanej tak od koloru mundurów) wkroczył do Świecia uformowany tu oddział pod dowództwem wspomnianych wyżej bohaterskich oficerów i podoficerów, a wśród nich Antoni Chruściński. Prawie natychmiast mianowano pierwszego po odzyskaniu niepodległości, komisarycznego burmistrza Świecia Leona Neumanna. Szybko również zaczęto działania na rzecz wsparcia wojsk walczących w wojnie polsko-bolszewickiej. Burmistrz Neumann tak się wyróżnił na tym polu, że otrzymał w 1923 roku z rąk goszczącego w naszym mieście prezydenta RP Stanisława Wojciechowskiego tytuł Honorowego Obywatela Świecia.

Warto by dziś pomyśleć przy dynamicznej rozbudowie miasta o ulicach nazwanych imieniem bohaterów tamtych czasów, jak i o ulicy noszącej nazwę 25 Stycznia 1920 roku. Byłoby to rzeczywistą realizacją prasowego wezwania z początku artykułu.

 

Klamra dziejów

 

Klamrą spinającą dawne wydarzenia z teraźniejszością i szczególnym dziełem ludzi-pasjonatów, dzięki którym możemy dzisiaj poczuć klimat tamtych czasów są grupy rekonstrukcyjne, stowarzyszenia i kluby kultywujące dawne tradycje wojskowe Rzeczypospolitej. Jedną z takich osób „zakręconych” na punkcie koni, jeździectwa i etosu ułańskiego jest Hubert Lemańczyk, leśniczy z Gródka.

Lemańczyk stworzył grupę ułańską starającą się przechować w dzisiejszych czasach pamięć o 16 Pułku Ułanów Wielkopolskich. Grupa, stanowiąca sekcję stowarzyszenia Jeździecki Klub Sportowy „Czarna Podkowa-Gródek”, bierze udział w corocznej inscenizacji bitwy pod Krojantami z 1939 roku. Jak mówi Lemańczyk, zawsze jadą tam konnym rajdem z Gródka, tradycyjnie w siodle. Uczestniczą również udział w inscenizacji bitwy pod Bukowcem. Hubert Lemańczyk z dumą wspomina, że brali udział w Wielkiej Rewii Kawalerii w Tomaszowie Mazowieckim, gdzie gościem honorowym był generał Gutowski, przedwojenny ułan, uczestnik olimpiady w Berlinie w roku 1936, którego mógł poznać osobiście. Urządzili również wspaniałe obchody setnych urodzin żyjącego weterana bitwy pod Krojantami ułana Wacława Galasa, mieszkańca Osłowa niedaleko Laskowic Pomorskich, który stał się dla sekcji ułańskiej żywym pomnikiem. Byli także na Ogólnoświatowym Zjeździe Ułanów w Grudziądzu. W 2000 roku w Pucku w 80. rocznicę zaślubin Polski z morzem stanowili wraz z innymi honorową asystę ułańską dla premiera Buzka. W tym samym roku brali również udział w obchodach wkroczenia wojsk Hallera do Świecia.

Pasja ułańska nie należy do tanich. Koński rząd – siodło i uprząż to wydatek ok. 3,5 tys. zł, do tego szabla, mundur i reszta wyposażenia ułana – co najmniej 10 tys.

 

Elita armii

 

W ślady Huberta Lemańczyka poszedł jego syn Wojciech, który nie dość, że również został leśnikiem, to dzieli jego ułańską pasję. Podobno jest wychowany na koniu, nie umiał jeszcze dobrze chodzić, a już siedział w siodle. Dwie córki Huberta i Elżbiety Lemańczyków są wykwalifikowanymi instruktorkami jazdy i obie miały ułańskie śluby. Kiedy zapytałem dlaczego właśnie ułani, tylko moment czekałem na odpowiedź.

- To była elita Rzeczypospolitej już od czasów Legionów Dąbrowskiego - mówi. -Ułani II Rzeczypospolitej stanowili klasę w klasie zarówno intelektualnie, moralnie jak i kulturowo. Znana jest niezwykła uprzejmość, szarmanckość, takt wobec kobiet. Jednocześnie byli to jedni z najlepiej wyszkolonych żołnierzy, podobnie jak ich wierzchowce. Stosunek ułanów do tych zwierząt i osobiste relacje to historie wręcz niezwykłe. Ułani byli też depozytariuszami tradycyjnych wartości i cnót rycerskich: męstwa, uczciwości, posłuszeństwa i wierności. Posiadali własne zwyczaje. Nawet mundury i czapki różniły ich od innych rodzajów wojsk. Mieli własne zaśpiewki, tzw. żurawiejki. Bydgoscy ułani 16 Pułku śpiewali o sobie: „Piją piwo, nie pijani, to bydgoscy są ułani” – opowiada Hubert Lemańczyk, który dosiada 23-letniego Agata. A na koniach od Lemańczyka jechali w tegorocznym orszaku w Świeciu Trzej Królowie.

 

Zdjęcia (od lewej):

1. Generał Józef Haller

2. Wojak z OWP

3. Strzelec Błękitnej Armii

 

Józef Szydłowski
Dodaj komentarz
Heaven
28.05.2016
It's great to read something that's both enjoyable and provides pradtamisgc solutions. http://stzlptxh.com [url=http://bqjtri.com]bqjtri[/url] [link=http://gmkkhtgpupz.com]gmkkhtgpupz[/link]

Matty
28.05.2016
God help me, I put aside a whole aftoonren to figure this out.

Jerry
27.05.2016
A few years ago I'd have to pay someone for this inniomatrof. http://bmiwjkef.com [url=http://jjzikvdfc.com]jjzikvdfc[/url] [link=http://exoydq.com]exoydq[/link]

Lele
27.05.2016
I bow down humbly in the presence of such grseentas.

Tassilyn
26.05.2016
தமிà®´ினத்தின் à®®ுதல் எதிà®°ிகள் இந்த உஞ்ச விà®°ுத்திக் à®#à®3009;மபல்தான்.பொய&•3021;à#®à®²்à®°்,&®šோà®®ாà®°ி,நரசிà®®்மன் à®°ாà®®் இவர்களுடன் தினமணிக்கு வந்துள்ள குà®°ுà®®ூà®°்த்தி இவர்களைத் தீண்ட தகாதவர்களாக ஒதுக்குà®®் நாள்தான் தமிà®´ின விடுதலை நாள்.இந்து இரண்டு à®®ுà®±ை à®®ுதல் பக்கத்திலேபிரபாகரனைக் கொன்à®±ு மகிà®´்ந்தது.இவர்கள்தான் நாட்டை விட்டு ஓட வேண்டியவர்கள்.தமிà®´் ஈழ்த்தை ஆளப்போவதுà®®்,அப்போது இந்த சொà®°ி நாய்கள் என்ன சொல்லப் போகிறது என்பதையுà®®் பாà®°்ப்போà®®்.


© terazswiecie.pl 2011. Wszelkie prawa zastrzeżone. projekt i wykonanie: www.szarekomorki.com