Reklama
Reklama
Reklama
Historia
12.03.2015

Bitwa o Świecie

Miniaturka
Fara zniszczona w 1945 r. /Fot. Archiwum

Zdobycie Świecia przez Armię Czerwoną 10 lutego 1945 r. do dziś wywołuje kontrowersje. Dla jednych było to wyzwolenie, a dla innych kolejna okupacja. Pomijając ideologiczne spory, faktem jest, że zginęło tu 800 Rosjan, a walki obfitowały w krwawe starcia. Minęło właśnie 70 lat od tamtych wydarzeń.

 

Od roku 1945 do końca lat 80. uwypuklano wyzwolicielską rolę Armii Czerwonej na ziemiach polskich. Prawie nie było przekazu ze strony niemieckiej i rzadko przytaczano relację bezpośrednich świadków tamtych wydarzeń.  Funkcjonował wtedy „drugi obieg” historyczny, kultywowany przez starszych członków rodziny czy znajomych, źle postrzegany przez socjalistyczną władzę. Po ustrojowych zmianach, które nastąpiły w Polsce po 1989 r. każdy kolejny rok przynosił nowe historyczne materiały, pojawiły się nowe źródła i możliwości, również w oparciu o dokumentację niemiecką i odtajnione materiały  radzieckie.

Dzisiaj, po 25 latach wolnej Polski, również dzięki poszukiwaniom Klubu Miłośników Historii KaMuH stan wiedzy na temat zdobycia Świecia przez Armię Czerwoną jest już dość spory i wielostronny. Mimo to nadal trwa spór o rolę dnia 10 lutego w najnowszej historii Świecia.

 

Szturm przez Wisłę

 

W wyniku styczniowej ofensywy w 1945 r. dwie armie rosyjskie , 65. gen. Batowa i 70. gen. Popowa, podjęły zadanie rozbicia niemieckich siły na lewym brzegu Wisły oraz opanowanie Świecia i Grudziądza. W nocy z 26 na 27 stycznia Rosjanie z pomocą sił pancernych zdobyli Chełmno. Zaraz potem oddziały zwiadowcze, po lodzie na Wiśle, zaczęły podchodzić pod Świecie. Rosjanie w ataku na Świecie  nie dysponowali ciężkim sprzętem i bronią pancerną. Na Wiśle w tamtym czasie nie było mostu, a Niemcy z pomocą lotnictwa i artylerii  skutecznie przeszkadzali w budowie przeprawy.

W nocy z 30 na 31 stycznia 1945 r. Niemcy podjęli udaną próbę wyjścia z okrążonego Torunia i silną grupą z bronią pancerną znaleźli się na tyłach radzieckich przyczółków wiślanych. Rosyjskie oddziały 70. Armii  gen. Popowa, gwardyjskie pułki piechoty 234, 237 i 239, które przedostały się w rejon Świecia i Przechowa, zostały praktycznie rozczłonkowane i poniosły wielkie straty ze strony Niemców, którzy wyszli z kotła toruńskiego i przeszli po lodzie w okolicach Gruczna.

Niemcy w Świeciu dysponowali ciężką artylerią i działami samobieżnymi (świadkowie tamtych wydarzeń mylą je z czołgami ).  Rozpoznawcze oddziały rosyjskie z bronią maszynową i lekkimi moździerzami nie miały szans na kontynuowanie natarcia. Mimo to dowództwo sowieckie, wściekłe na Popowa za wypuszczenie  Niemców z Torunia nakazało atakować. Wtedy też doszło do pierwszych starć i walk w rejonie zamku i fary. Przewaga Niemców była jednak zdecydowana i rosyjskie czołówki odrzucono, zadając im ogromne straty.

 

Ostatni atak

 

Dopiero od 7 lutego Rosjanie przystąpili do silnego szturmu ze wsparciem ognia ciężkich moździerzy i nocnymi atakami lekkich bombowców, tzw. „kukuryźników”, które z kolei Niemcy nazywali „rusdykta”.

Rosjanie wyparli Niemców z zamku i fary i sami się tam usadowili. Na wieży zamkowej zajęli stanowiska rosyjscy snajperzy. Pierwszy, krwawo odparty atak czerwonoarmistów, bezpośrednio przez Wdę, miał miejsce według relacji świadków w nocy z 8 na 9 lutego. Jednak rosyjskim zwiadowcom udało się przeniknąć wieczorem 9 lutego na teren Przechowa, Diabelców i w okolice cmentarza przy ul. Mickiewicza.

W nocy z 9 na 10 lutego, po bombardowaniu „kukuryźników”, Niemcy wycofali się ze Świecia w kierunku Grudziądza. Było to podyktowane postępem rosyjskiego ataku w rejonie Gruczna i Sartowic i możliwością odcięcia sił niemieckich. Rosjanie nie zauważyli tego odejścia i rano 10 lutego zaatakowali przez Wdę. Nie natrafiwszy na żaden opór, wkroczyli do miasta. Była sobota 10 lutego 1945 r. W tym dniu skończyła się niemiecka okupacja Świecia.

 

Snajperzy na zamku

 

Moja pamięć przechowała opowiadania babci Katarzyny Szydłowskiej i ojca Józefa Szydłowskiego, którzy mieszkali w czasie wojny przy ul. Wodnej, o snajperach rosyjskich na zamkowej wieży. Byli oni skuteczni  do tego stopnia, że niemieccy żołnierze próbujący dostać się na pozycje w rejonie mostu, mieli mówić, że jeżeli któremuś uda się to trzy razy, to ma szanse przeżyć wojnę. Snajperzy mieli zabić 9 niemieckich żołnierzy, głównie podoficerów, a podobno nawet jednego oficera. Dowodem na to miały być wydrapane napisy i kreski na zębie krenelaża zamkowej wieży, które się nie zachowały wskutek oderwania części wieży, ale został podpis po drugiej stronie, wydrapane cyrylicą  nazwisko Szymanowicz.

Niemcy strzelali do wieży z artylerii, próbując ją zniszczyć, ale krzyżacka konstrukcja oparła się  działom. Unieszkodliwić Rosjan próbował również niemiecki snajper z wieży kościoła ewangelickiego (dziś św. Andrzeja Boboli).

 

Masakra w farze

 

Tam też usadowił się obserwator artylerii, który w nocy z 8 na 9 lutego ściągnął ostrzał moździerzowy na farę. W kościele urządzono lazaret, w którym przebywało wielu rannych Rosjan. Efekt ostrzału odłamkowymi wurfgranatami był straszny. Wielu z nich zginęło porozrywanych pociskami, a sama świątynia odniosła uszkodzenia dachu i wnętrza. Według opowiadania świecianki, pani Grzywaczewskiej, po zdobyciu miasta Rosjanie wywieźli z fary kilka furmanek straszliwie okaleczonych ciał.

Pani Grzywaczewska przekazała również relację niemieckiego żołnierza, który został ranny w czasie nocnego wypadu na zamek. Miała tam się odbyć krwawa walka na noże i saperki. Zostali odparci przez czerwonoarmistów o mongolskich rysach twarzy, pochodzących z Kazachstanu i Syberii i zaprawionych w tego typu walkach.

W zamku również, po zdobyciu miasta, Rosjanie mieli rozstrzeliwać niemieckich jeńców . Właśnie tacy skośnoocy żołnierze, jak wspominał Kazimierz Szmergalski, mieszkający wtedy przy ul. Mickiewicza nad drukarnią, mieli 10 lutego wpaść do Świecia na mechatych koniach-kucykach od strony mostu na Wdzie. Oddział kawalerii zatrzymał się przy ul. Wodnej, gdzie mieszkali moi dziadkowie.

 

Mogiła na rynku

 

Kazimierz Szmergalski wspominał, że po wkroczeniu Rosjan ul. Mickiewicza pełna była wojska leżącego bezpośrednio na śniegu i gotującego w kociołkach wodę na czaj, czyli herbatę, a sztaby ulokowały się w elektrowni (stara straż pożarna) i drukarni oraz w budynku na rogu ul. 10 Lutego i Mickiewicza. Na ścianie tego właśnie domu rosyjscy żołnierze pozostawili cała masę widocznych do dziś podpisów. Usłyszałem też opowiadanie Kazimierza Szmergalskiego jak w zajętym przez Rosjan mieszkaniu żołnierze pół dnia przychodzili oglądać spłuczkę w ubikacji, nie mogąc wyjść z podziwu nad takim urządzeniem. To dowód na niski poziom cywilizacyjny dużej części rosyjskiego wojska w 1945 r., co miało też wpływ na ich brutalne zachowanie, gwałty i grabieże, które nastąpiły zaraz po wkroczeniu.

Według tych samych relacji, oddziały frontowe, pierwszorzutowe, Rosjanie starali się trzymać w dyscyplinie. Dwóch żołnierzy rosyjskich złapanych na plądrowaniu na ul. Mestwina sowiecka żandarmeria rozstrzelała na poczekaniu, pod murem, w miejscu, gdzie jest wjazd na teren urzędu miasta.

Poległych zwożono i chowano początkowo na Dużym Rynku. To była powszechnie stosowana przez Armię Czerwoną praktyka, aby grzebać zabitych w centralnym miejscu zdobywanych miast. Po wojnie ich szczątki ekshumowano i przeniesiono na cmentarz w jednostce wojskowej, a w miejscu mogiły w latach 50. ustawiono pomnik braterstwa broni. Po przemianach ustrojowych on również trafił na cmentarz w jednostce.

 

Kto i kiedy zdobył miasto?

 

Przez całe lata powojenne kwestią sporną, ale również świadectwem naginania historii była data 10 lutego uwieczniona w nazwie ulicy miasta jak i to, jaka armia zdobyła Świecie. Radziecka historiografia wojenna, a za nią polskie publikacje historyczne z czasów PRL-u  podawały dzień 12 lutego jako datę wkroczenia do miasta. Wyzwolicielską misję miała wypełnić 65. Armia gen. Batowa. Praktycznie bez cienia wątpliwości można dziś podać, że zdobycie miasta i wkroczenie Armii Czerwonej nastąpiło 10 lutego 1945 r. Potwierdzają to zarówno świadkowie, jak i dokumenty niemieckie. Klub Miłośników Historii KaMuH dotarł np. do meldunków dziennych z archiwum Armii Wisła dowodzonej przez Himmlera, której jednostki 542 Dywizja Grenadierów Ludowych i 252 Dywizja Piechoty walczyły o utrzymanie Świecia i okolic.

Data 12 lutego pojawiła się na skutek tego, że 10 lutego przypadał w sobotę, a dopiero dwa dni później Rosjanie oficjalnie ogłosili zdobycie Świecia i utworzyli wojskową administrację. Podporządkowanie administracyjne miasta władzy 65. Armii gen. Batowa, która atakowała rejon Świecia od strony Sartowic, miało być bezpośrednią przyczyną uznania jej za zdobywcę Świecia. Jest to jednak historyczne przekłamanie. O miasto walczyły  i wkroczyły do niego 10 lutego pododdziały 70. Armii gen. Popowa. Dziś już wiadomo, iż Popowa obarczono winą za wyrwanie się Niemców z Torunia. Poza tym Batow był krewnym Ludowego Komisarza Spraw Wewnętrznych ZSRR Ławrentija Berii. To zapewne spowodowało, że przez całe lata generała Batowa przedstawiano jako oswobodziciela Świecia.

 

Danina krwi

 

Nie ma to jednak żadnego znaczenia dla ok. 800 rosyjskich żołnierzy, którzy oddali swoje, często bardzo młode, życie w walkach o nasze miasto. W bardzo zaciekłych i niewybrednych (szczególnie w Internecie) sporach o kwestię, czy było to wyzwolenie czy następna okupacja Świecia jest to jeden z argumentów przemawiających za podtrzymywaniem i szanowaniem pamięci o tamtych wydarzeniach. Kolejnym argumentem jest fakt zakończenia gehenny niemieckiej okupacji, gdzie za sam fakt bycia Polakiem lub odezwanie się po polsku można było trafić do obozu koncentracyjnego. Ostatnim zaś, który przytoczę, to możliwość uruchomienia polskiej administracji i oświaty. Najlepiej zaś odwołać się do jeszcze żyjących osób, które przeżyły ten straszny wojenny czas. Im tak naprawdę przysługuje prawo osądu, nam zaś przekazywanie tej spuścizny dalej.

 

Na zdjęciach od lewej:

1. Fotografia przedstawiająca prawdopodobnie walki w okolicach Świecia.

2. Ślady ostrzału widoczne na wieży zamkowej.

3. Pomnik braterstwa broni na Dużym Rynku. Obecnie znajduje się na terenie dawnej jednostki wojskowej.

Józef Szydłowski
Dodaj komentarz
Buckie
20.03.2017
It's spooky how clever some ppl are. Thknsa!

Andrew
02.03.2016
This "free sharing" of inoiamrtfon seems too good to be true. Like communism. http://lknjujpgdbk.com [url=http://hxchxaafc.com]hxchxaafc[/url] [link=http://yhqvllmimjl.com]yhqvllmimjl[/link]

Bhinda
02.03.2016
You get a lot of respect from me for writing these helpful arecilts.

Joao
17.02.2016
Wait, I cannot fathom it being so stfhrgatiorward.


© terazswiecie.pl 2011. Wszelkie prawa zastrzeżone. projekt i wykonanie: www.szarekomorki.com