Reklama
Reklama
Reklama
Historia
05.06.2015

Na tropie kapitana

Miniaturka
Daria i Tadeusz Praccy (od lewej), którzy zamieszkali w miejscu, gdzie kiedyś stał dom Kruszelnickiego, opowiadają jego historię Dariuszowi Podlejskiemu /Fot. Andrzej Bartniak

Cmentarz przy ul. Sienkiewicza w Świeciu. Skromny, podniszczony nagrobek z napisem: „Włodzimierz Kruszelnicki. Kapitan W.P.” Kim był? Wyniosłym oficerem, pomocnym sąsiadem, członkiem AK nękanym przez bezpiekę? Na pewno był postacią na tyle barwną, ze wciąż pamięta go wielu mieszkańców Dólska i okolic.

 

Kiedy mój kolega i pasjonat historii Dariusz Podlejski, zawodowo policjant ze Świecia, zasygnalizował możliwość ciekawego tropu z przeszłości, nie myślałem, że sprawa będzie jak wrzucony w wodę kamień. Zataczała coraz większe kręgi, od osoby kapitana Włodzimierza Kruszelnickiego poprzez okres odradzającej się po zaborach Polski i II wojny światowej aż po czasy PRL-u.

Temat pojawił się na skutek interwencji państwa Prackich, dzisiejszych właścicieli dawnej posiadłości kapitana na tzw. Klufcie między Małym Dólskiem a Bedlenkami w gminie Drzycim. Daria i Tadeusz Praccy uzyskali informacje o miejscu pochówku dawnego właściciela i zaopiekowali się jego grobem w Świeciu. Opowieść o kapitanie Kruszelnickim, przekazana przez żyjących jeszcze i pamiętających go mieszkańców okolic Klufty, spowodowała, że poczuli się w obowiązku, by przechowywać pamięć o nim i nie dopuścić do zlikwidowania jego mogiły (istniała taka groźba). Podjęliśmy z Dariuszem Podlejskim temat, traktując go jako kolejny przyczynek do akcji przywracania pamięci o osobach zasłużonych dla naszego regionu.

 

Majątek od Piłsudskiego

 

Daria i Tadeusz Praccy są wykładowcami w Collegium Medicum w Bydgoszczy i na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Marzyli, by zamieszkać na wsi. Wskutek znajomości z księdzem Romanem Zielińskim, dawnym proboszczem z Dólska i jego następcą, księdzem Andrzejem Piesikiem, bywali często na terenie tamtejszej parafii. Tu upatrzyli sobie miejsce po dawnym majątku kapitana Kruszelnickiego i w 2001 r. zaczęli się tam osiedlać.

- Mozolną pracą zmieniliśmy chaszcze i ruiny we własny dom – opowiadają Praccy. - W trakcie prac dowiedzieliśmy się od okolicznych mieszkańców, że właściwy dom Kruszelnickiego znajdował się po lewej stronie wjazdu na naszą posesję. Zbudowany był z modrzewia, na kamiennej podstawie, której fragmenty nadal się zachowały. Modrzewiowa konstrukcja „wyparowała” w czasach PRL-u, kiedy teren został upaństwowiony po śmierci kapitana w 1975 r.

Daria Pracka nazwała wielki świerk, pomnik przyrody rosnący w ich obejściu, „Kapitan Kruszelnicki”. W lasku niedaleko zabudowań majątku pozostały ślady po ewangelickim cmentarzu.  W czasach zaborów okolica była zasiedlona przez niemieckich kolonistów i właścicieli ziemskich. Miejscowi opowiedzieli Prackim, że Kruszelnicki, jako oficer zasłużony dla odradzającej się Polski, został nagrodzony tym majątkiem przez Piłsudskiego. Miał być człowiekiem szlachetnym i dumnym, ale też trochę dziwakiem i samotnikiem. Zapamiętali go z wielkiej namiętności do gry w szachy, w której nie lubił przegrywać. Potrafił nawet zerwać z kimś znajomość, jeśli przegrał partię. W domu nosił bardzo szykowny czerwony szlafrok, który zakładał nawet w czasach PRL-u. Był człowiekiem bogatym. Po jego śmierci krążyły opowieści o ukrytym skarbie.

- Kiedy zaczęliśmy tu się przeprowadzać, po okolicy kręcili się ludzie z wykrywaczami metalu – wspominają Praccy.

Mimo swojej szlacheckiej, oficerskiej wyniosłości Kruszelnicki pomagał okolicznym mieszkańcom, szczególnie po wojnie, w okresie  tworzącej się władzy ludowej i represji Urzędu Bezpieczeństwa. Pisał różne pisma urzędowe, sądowe i odwołania. Władza podejrzewała go, że brał udział w walkach wrześniowych, a w czasie wojny działał w Armii Krajowej.

 

W konflikcie z władzą ludową

 

Henryka Szczepaniaka, następnego świadka losów kapitana Kruszelnickiego, zastaliśmy przed bramą jego gospodarstwa. Okazało się, że ten starszy już człowiek, siedzący na krześle przed obejściem i pasący gęsi, jest niezwykłym gawędziarzem, mającym wielki zasób ciekawych wiadomości, które opowiada pięknym językiem, z niezwykłą swadą i  lotnością  niezmąconą przez wiek. Dobrze pamięta kapitana.

- Był wysoki, łysy i bardzo wyniosły – wspomina Henryk Szczepaniak. - Zwykłych mieszkańców okolicznych wsi traktował z dystansem. Przez niektórych chłopów był za to nielubiany. Nie pojawiał  się w kościele w Drzycimiu na niedzielnej mszy, jeździł podobno w tym celu do Świecia.

Najbliższym sąsiadem kapitana Kruszelnickiego był porucznik Parszyk, też osadzony za zasługi dla kraju na tzw. resztówce. Z kolei w Bedlenkach zarządcą posiadłości, tartaku i młyna  w dobrach Parczewskich z Belna był pułkownik Murawski. Takich weteranów walki o niepodległość i wojny z bolszewikami z lat 1919-1921 przybyło na nasze tereny więcej. Osadzano ich na poniemieckich majątkach.

- Kruszelnicki był człowiekiem bardzo majętnym – twierdzi Henryk Szczepaniak. -

Największym bogactwem kapitana był spory las, który po 1945 r. zabrała władza ludowa. To był dla niego wielki cios. Nachodziło go UB, uprzykrzano mu życie, chciano go wyrugować z majątku. Kruszelnicki miał córkę, która mieszkała w Poznaniu. Stamtąd miał pochodzić również on sam i jego żona, mieli tam podobno mieszkanie. Córka kapitana Kruszelnickiego pojawiła się kiedyś na mszy, już w kościele w Dólsku i wzywała do zachowania pamięci o nieżyjącym ojcu, ale ludzie niezbyt się tym interesowali – dodaje Henryk Szczepaniak.

Zofia i Władysław Pająkowie z Dólska pamiętają kapitana Kruszelnickiego z lat powojennych. Ona jest repatriantką ze wschodu, a on pochodzi z Wabcza w powiecie chełmińskim. Tak się ciekawie złożyło, że ojciec Władysława Pająka pamiętał samego generała Hallera mieszkającego w majątku w Gorzuchowie, między Chełmnem a Grudziądzem. A jak on sam wspomina Kruszelnickiego?

- Po wojnie stawiał opór władzy ludowej. Nie chciał tworzyć spółdzielni rolnych, jak to mówiono, kołchozów. Żądał, żeby tytułowano go panie kapitanie. Przyjeżdżały do niego dwie siostry z Poznania, zajmowały się gospodarstwem, żona chyba nie żyła. Na stare lata jeździł do sklepu na rowerze, który był niezwykły z racji drewnianych kół – mówi Władysław Pająk.

 

Kim był?

 

Opowieści świadków i materiały historyczne pozwalają stwierdzić, że kapitan Włodzimierz Kruszelnicki, a także wspomniani w artykule porucznik Parszyk i pułkownik Murawski, to ludzie, którzy przeszli szlak bojowy w walce o niepodległość Polski w latach 1918-20.

To oficerowie szczególnie związani z Hallerem i jego armią. Generał Haller, będący politycznym oponentem Piłsudskiego, kiedy osiadł w Gorzuchowie, otoczył się dosłownie wieńcem wiernych mu żołnierzy, osadzanych na darowanych im za wojenne zasługi majątkach na Pomorzu.

Sam Kruszelnicki, z racji jego poznańskiego pochodzenia, brał najprawdopodobniej udział w powstaniu wielkopolskim, jak również w wyzwoleńczym marszu wojsk Hallera przez Pomorze i w wojnie polsko - bolszewickiej. Duma i wyniosłość kapitana oraz jego dystans do sąsiadów - chłopów przemawiają za szlacheckim pochodzeniem, ale są też „normalne” dla oficerów II Rzeczpospolitej, których uczono, że są elitą państwa, przeznaczoną do dowodzenia i kierowania ludźmi. Pomoc, jakiej udzielał sąsiadom po wojnie i opór wobec władzy ludowej, świadczą, że nie był zapatrzonym w siebie egoistą. Relacje osób, które zetknęły się z Kruszelnickim przed i po wojnie oraz podejrzenia UB wskazują na udział kapitana w organizacji podziemnej związanej z AK. Do końca pozostał żołnierzem i oficerem Wojska Polskiego, o czym mówi napis na nagrobku. Już za to tylko warto zadbać, aby pamięć o Włodzimierzu Kruszelnickim i miejsce jego spoczynku dalej trwały.

Józef Szydłowski
Dodaj komentarz
Emeline
28.05.2016
Knocked my socks off with kngldewoe! http://liflalxjp.com [url=http://fqlraf.com]fqlraf[/url] [link=http://qkktwmk.com]qkktwmk[/link]

Chaas
27.05.2016
What a plrusaee to find someone who thinks through the issues

Bobby
26.05.2016
And thanks, Rain, for that link. I think Bethany has linked to it previously, because I remember checking it ou8yt#230;oka&, I will stop clogging up your comment box, Bethany!

Dariusz Rozenkiewicz
13.06.2015
Naprawdę warto pielęgnować pamięć o takich osobach:chociażby z uwagi na przyszłe pokolenia które powinny na takich przykładach uczyć się co to patriotyzm i umiłowanie ojczyzny


© terazswiecie.pl 2011. Wszelkie prawa zastrzeżone. projekt i wykonanie: www.szarekomorki.com