Reklama
Reklama
Reklama
Historia
16.07.2015

Armia za drutami Grupy

Miniaturka
Krzyż w miejscu wiecznego spoczynku hallerczyków, którzy zmarli w obozie w Grupie /Fot. Andrzej Bartniak

W latach 1920-1922 w obozie koncentracyjnych w Grupie zmarło ponad 100 polskich żołnierzy i członków ich rodzin. Okrutnym chichotem historii jest fakt, że działo się to za wiedzą i przyzwoleniem władz ówczesnej Polski.

 

Odrodzenie polskiej państwowości w 1918 r. było to efektem wspólnych działań wielu środowisk i znanych osobistości. Dwie postaci zajmują w tej narodowej epopei szczególne miejsce: marszałek Józef Piłsudski i generał Józef Haller, naczelny wódz Armii Polskiej we Francji, nazwanej od koloru mundurów Błękitną Armią. Niestety, wizje prowadzenia walki, wybór sojuszników i kierunek  przemian w odrodzonej Polsce całkowicie poróżniły Piłsudskiego i Hallera i już na zawsze ustawiły na pozycjach politycznych przeciwników.

Wspólna dla obu przywódców lojalność wobec Rzeczypospolitej pozwoliła im jeszcze na wspólną walkę z sowieckim najeźdźcą w latach 1919-1921 i działania w celu odzyskania Pomorza. W tym ostatnim zadaniu szczególna rola przypadła Józefowi Hallerowi. Część dowódców i żołnierzy, którzy walczyli u jego boku otrzymała awanse, odznaczenia i nadania ziemskie na Pomorzu. Sam Haller osiedlił się w Gorzuchowie niedaleko Chełmna, otoczony przez posiadłości wiernych mu podkomendnych.

 

Zapomniani żołnierze

 

Niestety, tragiczny los dotknął żołnierzy- ochotników Błękitnej Armii. Rekrutowali się oni z polskiej emigracji osiadłej m.in. w Stanach Zjednoczonych i we Francji. Zdemobilizowani, zapomniani i pozostawieni sami sobie, znaleźli się w obozie przejściowym w Grupie, nazywanym przez władze kwarantanną, a tak naprawdę obozie koncentracyjnym. Taki sam los dotknął również towarzyszące im żony i dzieci. 1 stycznia 1922 r. w obozie w Grupie pozostawało 26 oficerów, 617 szeregowych oraz 207 kobiet i 198 dzieci. Oblicza się, że w Grupie pochowano ponad 100 ofiar epidemii cholery, jaka wybuchła w obozie wskutek katastrofalnych warunków bytowych i sanitarnych. Wiele ciał nie doczekało się pochówku i zostały spalone.

Roman Kozłowski, emerytowany oficer i pasjonat regionalnej historii, zawarł w swojej publikacji „Truppenubungsplatz Gruppe. Grupa na zdjęciach i widokówkach w latach 1899-1941”, dokładną historię obozu dla hallerczyków. Książka, którą napisał wraz z synem Wojciechem, również zawodowym żołnierzem, bogato ilustrowana starymi zdjęciami i pocztówkami, obszernie traktuje o historii Grupy jako miejscowości i wielkiego, znanego od czasów pruskich obozu ćwiczeń wojskowych.

 

Polityczne rozgrywki

 

Roman Kozłowski miał możliwość uzyskania informacji o cmentarzu i obozie internowanych hallerczyków od żyjących jeszcze w latach 70. świadków tamtych wydarzeń. Byli nimi  st. sierż. intendentury Mikołajczak, który od 1922 r., przez cały okres międzywojenny, był administratorem koszar w Grupie oraz pani Pawlicka, mieszkanka Grupy, która zmarła mając ponad sto lat i do końca wykazywała się doskonałą pamięcią.

- Haller przysiągł swoim żołnierzom szacunek i bezpieczny powrót do domu. Tak złe potraktowanie jego podkomendnych mogło mieć na celu podważenie autorytetu generała – mówi Roman Kozłowski.

Haller kilkukrotnie przyjeżdżał do nich na przestrzeni lat 1920-21, starał się, żeby ponownie wstępowali w szeregi Wojska Polskiego, dobijał się o możliwość wyjazdu do Stanów Zjednoczonych. Działania te napotykały na rosnący opór i niechęć ze strony piłsudczyków, mimo że w lipcu i sierpniu 1920 r. potrzeba doświadczonego w bojach żołnierza była ogromna. W tym czasie na Pomorze zbliżyła się przecież sowiecka nawała.

- Wpływ Hallera coraz bardziej ograniczano. Doszło do tego, że w 1936 r., czternaście lat po likwidacji obozu, generał przyjechał na cmentarz żołnierzy pochowanych w Grupie prawie po kryjomu. Przez obóz miało się przewinąć około 10 tys. ludzi- żołnierzy i cywili.

Wojsko to było takie, w którym najpierw serca maszerowały, a potem buty. Los, jaki spotkał tych żołnierzy to straszna niesprawiedliwość – podkreśla Roman Kozłowski.

14 kwietnia 1920 r. gen. por. Roja, dowódca Okręgu Generalnego Pomorze otrzymał rozkaz utworzenia obozu dla zdemobilizowanych żołnierzy armii Hallera, oczekujących na transport statkami z gdańskiego portu do Stanów Zjednoczonych. Komendantem został ppłk. kawalerii Henryk Mitter. Miał to być obóz przejściowy, kwarantanna przed podróżą morską do USA.

W pierwszym rzucie do Grupy trafiło 1700 żołnierzy. Sytuacja w samym obozie była początkowo dość znośna ze względu na letnie warunki, ale przybywające kolejne transporty pogarszały stan zakwaterowania, wyżywienia i zaopatrzenia w środki higieny. Sytuacja sanitarna z dnia na dzień stawała się coraz trudniejsza. Nie pomagały ani zastrzeżenia PCK, zgłaszane do dowódcy Okręgu Generalnego Pomorze, ani wizyty Hallera.

 

Powrót za ocean

 

W „Głosie Pomorskim”, wydawanej w Grudziądzu gazecie, opozycyjnej wobec Piłsudskiego, zamieszczono 4 lutego 1922 r. dramatyczny apel przebywających w obozie:

W Grupie pod Grudziądzem znajduje się letni obóz byłej armii niemieckiej, który przeznaczono na obóz koncentracyjny dla zdemobilizowanych hallerczyków, ochotników z Ameryki, którzy walczyli dla wyzwolenia Ojczyzny. W letnich barakach czeka na wyjazd obecnie około 700 zdemobilizowanych. Większa część tych ludzi czeka już od stycznia 1921 r. Obóz w gruncie rzeczy jest wspaniałym letniskiem, ale nie w zimie, gdy mróz dochodzi do minus 24 stopni C. Baraki pozostawiają wiele do życzenia. W pojedynczych pokojach umieszczono 4-6 osób, a w większych salach po 40 osób. Do obozu koncentracyjnego byłych hallerczyków trafiliśmy, ponieważ miał nam zostać wydany odpowiedni rozkaz najpóźniej w styczniu 1922 r. odnośnie wyjazdu do Ameryki. Dzięki przetrzymywaniu nas w obozie Skarb Państwa narażony jest na milionowe straty miesięcznie.

Epidemia cholery, która wybuchła wskutek złych warunków sanitarnych powodowała po kilka zgonów dziennie. Mimo że obóz zlikwidowano oficjalnie 1 września 1922 r. to w październiku jeszcze przebywało w nim 69 żołnierzy.

Sytuacja internowanych żołnierzy i ich rodzin stała się przedmiotem rozmów dyplomatycznych z przedstawicielami rządu Stanów Zjednoczonych, który zgodził się przyjąć hallerczyków. W Grupie polskie władze wojskowe zaczęły wydawać im paszporty, do których konsul USA wystawiał wizy.

Miary goryczy dopełnia fakt, że w tym samym czasie co hallerczycy, w lazaretach Grupy przebywali jeńcy sowieccy. Wszystkich zmarłych w wyniku ran i chorób, w tym jeńców rosyjskich jeszcze z czasów I wojny światowej, a także sowieckich żołnierzy wojny polsko - bolszewickiej oraz hallerczyków i cywili przybyłych z Ameryki, przyjęła pomorska ziemia dawnego cmentarza ewangelickiego, później przemianowanego na wojskowy. Hitlerowcy nie uszanowali tego miejsca i w 1939 roku, tuż obok dokonywali masowych rozstrzeliwań.

Józef Szydłowski
Dodaj komentarz
xxxxxxxx
27.02.2016
Z jakiego źródła korzystano ? gdzie historiografia ? co to jest?


© terazswiecie.pl 2011. Wszelkie prawa zastrzeżone. projekt i wykonanie: www.szarekomorki.com