Reklama
Reklama
Reklama
Kalejdoskop
08.04.2016

Szczęście w przeręblu

Miniaturka
- Najprzyjemniej jest, gdy temperatura powietrza waha się w granicach 10-15 stopni poniżej zera. Masowo wydzielają się wtedy endorfiny, czyli hormon szczęścia – mówią świeckie morsy /Fot. Archiwum

Jak pozbyć się przeziębień, schorzeń reumatycznych, poprawić metabolizm i ukrwienie skóry? Wystarczy raz w tygodniu zanurzyć się na kilka minut w lodowatej wodzie. Najlepiej w przerębli. Brzmi przerażająco? Nie dla morsów i foczek.

 

Lista przeciwwskazań do tego typu kąpieli jest dość krótka - mówi Marcin Gackowski, jeden ze świeckich morsów. - W zasadzie dotyczy to tylko bardzo małych dzieci i osób starszych mających  problemy z krążeniem lub cierpiących na inne poważne dolegliwości.

Dlaczego więc, mimo tylu zalet potwierdzonych przez medycynę, tylko nieliczni decydują się na jesienno-zimowe kąpiele?

- Blokuje nas strach przed zimnem - tłumaczy Gackowski. - Gdy go pokonamy, możemy zacząć odczuwać niezwykłą przyjemność. Jej apogeum osiągamy po wyjściu z wody. Najprzyjemniej jest, gdy temperatura powietrza waha się w granicach 10-15 stopni poniżej zera. Masowo wydzielają się wtedy endorfiny, czyli hormon szczęścia.

O zbawiennym wręcz wpływie zimowych kąpieli na ludzki organizm przekonana jest również Jolanta Wróbel, która od trzech sezonów morsuje wspólnie z mężem Tomaszem.

- Nawet nie przypuszczaliśmy, że nas to tak wciągnie - tłumaczy z entuzjazmem foczka, bo tak określa się panie uprawiające zimowe kąpiele. - Oprócz świetnego samopoczucia, które towarzyszy każdej kąpieli, zyskaliśmy coś jeszcze. Odporność. Wielu znanych mi morsów chodzi zimą bez czapki i rękawiczek. I nikt nie choruje. Każdy może się tak zahartować -  zachęca niezdecydowanych.

 

Przełamać lęk

 

Morsy ze Świecia i okolic spotykają się w soboty o godz. 15.00 nad jeziorem Deczno lub w Kozłowie. Inicjatorami wspólnego morsowania, jak określa się zimowe kąpiele, byli miejscowi biegacze z grupy Runners.

- Przed trzema laty ktoś rzucił hasło, żeby spróbować kąpieli zimą - wspomina Jolanta Wróbel. - Zastanawiałam się, jak to będzie? Czy dam radę? Okazało się to łatwiejsze niż przypuszczałam. Wystarczyło przełamać barierę lęku.

Nieco inaczej było w przypadku Marcina Gackowskiego, który dołączył do grupy przed dwoma laty. On już kilkanaście lat temu nie miał oporów przed tym, aby wejść do wody w październiku czy listopadzie.

- Ma to związek z moim ogródkiem działkowym - wyjaśnia. - Po pracy, którą trzeba było tam wykonać, zawsze szedłem się umyć. W pewnym momencie zauważyłem, że woda nie jest dla mnie zbyt chłodna ani jesienią, ani zimą. Zresztą morsowanie to nie tylko kąpiele. Można zacząć od chodzenia po śniegu boso lub od ograniczenia warstw odzieży. Po jakimś czasie dochodzi się do takiego poziomu, że wyjście w styczniu na dwór w krótkich spodenkach czy koszulce bez rękawów nie stanowi żadnego problemu.

 

Zimna woda urody doda


- Najważniejsza w morsowaniu jest systematyczność - wyjaśnia Jolanta Wróbel. -  Powinno się to robić co tydzień. Nie ważne jak długo. Niektórzy kąpią się pół minuty, inni pięć. Nie chodzi o to, kto dłużej wytrzyma. Celem jest  poznawanie swojego organizmu.

Efekt systematycznego korzystania z tego typu kąpieli to m.in. zwiększona odporność na infekcje, a co za tym idzie, rzadsze zapadanie na choroby górnych dróg oddechowych. Poprawia się wydolność układu sercowo-naczyniowego, ukrwienie skóry i metabolizm. Dzięki morsowaniu zmniejszają się objawy astmy i schorzeń reumatycznych. Niektóre morsy zauważyły u siebie nawet obniżenie poziomu cholesterolu i cukru we krwi. Z kolei panie cenią sobie właściwości wyszczuplające. Świetne efekty przynosi zwłaszcza morsowanie w morzu. To także zabieg pielęgnujący urodę. Słona woda wygładza skórę, poprawia ukrwienie i nawilża.

Niezależnie od doświadczenia i temperatury, morsy przestrzegają pewnych zasad. Jedna z nich dotyczy rozgrzewki. I wcale nie chodzi o alkohol. Ten jest wysoce niewskazany. Najlepszy jest kilkukilometrowy bieg. Bezpośrednio po rozgrzewce należy szybko rozebrać się do kąpielówek, po czym wejść do wody spokojnym, ale zdecydowanym krokiem. Kontakt rozgrzanego wewnętrznie organizmu z lodowatą wodą powoduje, że naczynia krwionośne w okolicach skóry blokują się i nie ma wymiany zimnej krwi z tą cieplejszą we wnętrzu ciała.

 

Nic na siłę

 

Wspomnianych zalet  morsowania nie kwestionuje lekarka Beata Sternal-Wolańczyk, niemniej zaleca pewną ostrożność.

- Mechanizm bodźcowania - w tym przypadku niską temperaturą - jest dość dobrze opisany, ale nie jest to metoda, którą każdemu bym poleciła. Powinniśmy się wsłuchiwać w to, co podpowiada nam nasz organizm. Spójrzmy na wypoczynek. Jeden regeneruje się maszerując z plecakiem po górach, a inny woli leżeć w słońcu na plaży, bo to go bardziej odpręży niż męcząca wycieczka. Podobnie jest z kąpielami zimą. Osobiście bym się na to nie odważyła, bo kocham ciepło – śmieje się.

Ze względów bezpieczeństwa, morsy zazwyczaj kąpią się w grupie.

- Należy unikać kąpieli w pojedynkę - przestrzega Gackowski. - Wprawdzie takie przypadki należą do rzadkości, ale należy liczyć się z tym, że można zasłabnąć. Ludzie stojący na brzegu nie będą w stanie pomóc. Kto z nich rzuci się do lodowatej wody nie będąc morsem? - pyta retorycznie.

W zimowych kąpielach w okolicach Świecia uczestniczy co tydzień około 10 osób, chociaż wiadomo, że w powiecie świeckim regeneruje się w ten sposób znacznie więcej „twardzieli”.

Andrzej Bartniak
Dodaj komentarz
Servena
20.03.2017
That's a smart way of thniikng about it.


© terazswiecie.pl 2011. Wszelkie prawa zastrzeżone. projekt i wykonanie: www.szarekomorki.com