Reklama
Reklama
Reklama
Społeczeństwo
26.10.2015

Żyć. Mimo wszystko

Miniaturka
Sebastian Bagniewski przeszedł przez piekło, związane z zaginięciem i śmiercią żony. Teraz, wspólnie z córką, układają swój świat od nowa /Fot. Andrzej Bartniak

Pół roku temu z Wisły wyłowiono ciało ciężarnej Elżbiety Bagniewskiej. 35-letnia świecianka przegrała walkę ze schizofrenią. Jej mąż i córka próbują pozbierać się po tragedii. - Przeżyliśmy ciężkie chwile, które zmieniły nas na zawsze – mówi Sebastian Bagniewski.

 

Nie mam żadnych wątpliwości, co teraz jest dla mnie najważniejsze w życiu - podkreśla Sebastian Bagniewski, mąż Elżbiety, której poszukiwania śledziła cała Polska. - Każdą wolną chwilę spędzam z córką. Powoli układamy nasz świat na nowo.

Co roku w Polsce zgłaszanych jest około 15 tys. zaginięć. Ta liczba zaskakuje głównie z tego powodu, że nagłaśniana jest tylko część z nich. W przypadku Elżbiety Bagniewskiej natychmiast rozpoczęto poszukiwania na szeroką skalę. Powodem była zaawansowana ciąża i choroba, która szybko przestała być tajemnicą. Kobieta wyszła z domu 17 lutego br. Na 17 marca był wyznaczony termin porodu. W sobotę 11 kwietnia pochowano ją na cmentarzu w Świeciu. Razem z nienarodzoną córeczką Anastazją.

 

Sporo sobie powiedzieliśmy

 

Wtorek to ulubiony dzień Wiktorii. Po szkole jedzie z tatą do Żura na cotygodniową lekcję jazdy konnej. Gdy siedzi w siodle jest najszczęśliwszą osobą na świecie. Problemy zostają daleko z tyłu.

- Córka uwielbia konie, mogłaby z nimi spędzać całe dnie - mówi Sebastian Bagniewski. - Wydaje mi się, że bliski kontakt ze zwierzętami pomaga jej znosić ból. Nie chce rozmawiać o tym, co się stało. Zresztą nie nalegam na to. Sporo już sobie powiedzieliśmy. Na resztę przyjdzie czas. Staramy się, by nasze życie wróciło na normalne tory, choć nie jest to proste. Przeżyliśmy ciężkie chwile, które zmieniły nas na zawsze. Na pewno jeszcze bardziej cenimy życie i to, jakie stwarza możliwości. Chcemy się nim cieszyć, dlatego w styczniu jedziemy na wycieczkę do Meksyku.

Powiedzenie, że czas leczy rany, choć prawdziwe, czasem brzmi zbyt brutalnie, by o tym mówić osobie przeżywającej tragedię. Sebastian Bagniewski wciąż nie uporał się z emocjami towarzyszącymi mu podczas poszukiwań Elżbiety. Wtedy też przekonał się, jak bezduszni potrafią być ludzie i jak łatwo niektóre media manipulują ludźmi.

- Udzieliłem wywiadu jednej ze stacji telewizyjnych, która poprzekręcała moje wypowiedzi. Padło na przykład stwierdzenie, że Ela mogła uciec z domu, a przecież niczego takiego nie powiedziałem. Po tym zdarzeniu zraziłem się do mediów. Zwłaszcza do telewizji. Zdałem sobie sprawę, że nie chodzi im o rzetelne przekazanie faktów, tylko o sensacyjny materiał, który przyciągnie widzów.

 

Złe słowa klawiaturą pisane

 

Z tego samego powodu nie zaglądał też na popularne w Świeciu fora internetowe, na których wątki poświęcone zaginięciu jego żony biły rekordy odsłon. Niestety, obok słów otuchy nie brakowało też wpisów zwyczajnie głupich, raniących, niczemu nie służących. Jedna ze znajomych podjęła się interweniowania u administratorów stron internetowych, aby usuwali te najbardziej godzące w dobre imię zaginionej i jej bliskich, ale gdy znikał jeden krzywdzący wpis, za chwilę pojawiał się następny. Wojna z wiatrakami.

- Postanowiłem w ogóle tego nie czytać - wspomina Bagniewski. – Mimo to docierały do mnie niektóre brednie, jakie wypisywano na nasz temat.

Byli jednak i tacy, którzy potrafili zachować fason w tej trudnej dla rodziny chwili. Z pewnością udało się to personelowi pensjonatu, w którym mężczyzna jest szefem kuchni. Przez dwa miesiące od momentu zaginięcia do odnalezienia ciał Elżbiety nikt nie nagabywał go nachalnie do rozmowy na temat żony.

- Jeśli pojawiały się jakieś pytania, to raczej wynikały one z troski, niż z chorej ciekawości - podkreśla. – Byłem im za to bardzo wdzięczny. Mogłem spokojnie skupić się na pracy, która była mi potrzebna. Miałem o co zaczepić myśli. Wiedziałem, że jeśli stało się to, co podejrzewam, to nadal mam dla kogo żyć. Powiem więcej, uznałem, że muszę żyć jeszcze mocniej, bo trzeba będzie wypełnić lukę po żonie.

 

Gasnąca nadzieja

 

Nie potrafi powiedzieć, kiedy dokładnie stracił nadzieję na odnalezienie Elżbiety żywej.

- Pewnie powinienem wierzyć do końca, ale mniej więcej po miesiącu poszukiwań zaczęło docierać do mnie, że Ela odeszła na zawsze - wyznaje. - Trudno było się z tym pogodzić, bo byliśmy szczęśliwą rodziną. Mieliśmy dobrą sytuację finansową, na świat miała przyjść druga córka, na którą tak bardzo czekała Wiktoria. Ciąża rozwijała się jak najbardziej prawidłowo. Jedyną rzeczą, z którą nie mogliśmy sobie poradzić była choroba Eli. Żona uważała, że leki, które przyjmuje, szkodzą dziecku. Przestała je brać, potem znów wracała do nich. Tak na przemian. Rozmowy na ten temat były trudne. W sumie oboje chcieliśmy tego samego, ale mieliśmy na to zupełnie inne spojrzenie.

 

Jasno - ściemniacze

 

W poszukiwania ciężarnej kobiety zaangażowano środki, po jakie policja w powiecie świeckim rzadko sięga. Ściągnięto specjalistów z całego kraju. Efektów nie było jednak żadnych. Dla bliskich zaginionej niewiedza była wręcz fizycznie bolesna. Na przemian następowały po sobie zwątpienie i nadzieja.

- Po tygodniu intensywnego szukania Eli wyczerpały się pomysły, co by tu jeszcze można zrobić. Bliscy nakłonili mnie, aby skontaktować się z jasnowidzami. Nie wierzę w takie rzeczy, ale byliśmy aż u trzech. Szczerze mówiąc, przystałem na to dla świętej zgody, aby mieć czyste sumienie, że zrobiłem wszystko, co tylko w mojej mocy, aby odnaleźć

żonę.

Podpowiedzi jasnowidzów okazały się bezwartościowe. Jedna z jasnowidzek miała stwierdzić, że Elżbieta podróżuje po kraju z grupą bezdomnych.

- Gdy to usłyszałem, pomyślałem, że to kompletna bzdura – Bagniewski kiwa głową. - Dlaczego żona miałaby się przyłączyć do bezdomnych? W jej stanie? Po tym doświadczeniu zapowiedziałem, że nie chcę mieć już nic wspólnego z żadnymi jasnowidzami.

 

Wsparcie

 

Na początku kwietnia ciało zaginionej Elżbiety wyłowiono z Wisły na wysokości Malborka. Sekcja zwłok nie wykazała udziału osób trzecich. Pogrzeb odbył się 11 kwietnia.

- Zakończył się pewien etap - mówił w czasie kazania ksiądz Leszek Grzela, proboszcz parafii pw. Niepokalanego Poczęcia NMP w Świeciu. - Nie tak, jak byśmy chcieli, ale się zakończył. Modlimy się za naszą siostrę Elżbietę i za jej nienarodzoną córeczkę Anastazję w oktawie świąt Wielkanocy. Duża pobożność pani Eli daje nam nadzieję na to, że szybko znajdzie się w niebie i kiedyś tam się z nią spotkamy – dodał.

Sebastian Bagniewski nawet nie chce się zastanawiać, jak wyglądałoby jego życie wiosną tego roku, gdyby nie wsparcie najbliższej rodziny i grupy przyjaciół z katolickiej Wspólnoty Rodzin.

- Jestem wdzięczny zwłaszcza siostrom Eli i jej mamie, które cały czas zajmują się Wiktorią, gdy ja jestem w pracy - zaznacza. - Gdyby nie one, nie wiem jak byśmy sobie poradzili.

Andrzej Bartniak
Dodaj komentarz
Ramiro
02.03.2016
Polecam dla kompletu słowacki film pt. Erzebeth Batory spzred ok 2-3 lat. Reżyser lub scenażysta co prawda dodał tam wątek romansowy Erzebeth z Caravaggio, ale nie podążał śladem bzdur śledztwa prowadzonego przez zainteresowanego materialnie sędziego Thurzo.Pozdrowienia http://swmvjme.com [url=http://mkvxhcnro.com]mkvxhcnro[/url] [link=http://sicvrqtm.com]sicvrqtm[/link]

Kotomi
02.03.2016
Well, I've been on a permanent sirpng break, so I have depended on the weather to tell me it's sirpng. Not really happening--just hints. I will bundle up and do some yard work this afternoon. Or bake an orange punchbowl cake---hmmm.

Claudia
18.02.2016
W filmie Hostel 2 jest taka scena w ktf3rej koetbia kosą zabija dziewczynę wiszącą nad wanną i potem kąpie się w jej krwi, od razu skojarzyło mi się to z powyższym tekstem. Wydaje mi się że historia hrabiny mogła być inspiracją dla tej sceny. Nie wiem ile jest prawdy a ile legendy w tej historii ale zawiera to uniwersalną prawdę o tym że pieniądze i władza dają wielkie możliwości, ktf3re często są wykorzystywane w bardzo zły sposf3b. Ciągle się słyszy o ludziach napadniętych dla zdobycia organf3w, całych mafiach bogatych pedofilf3w i tak w nieskończoność można przykłady wyliczać. Każdy ma skłonności do dziwactw, jedni do lekkich inni do takich opisanych wyżej. Tylko bogaci ludzie mają możliwość robić takie rzeczy i nie ponoszą kary za to. Bo dają w tzw. łapę komu trzeba. Opisana historia działa się 400 lat temu i hrabinę okrzyknięto wampirem ale ciekawe ilu w obecnych czasach takich wampirf3w bryluje na salonach

gosc
04.11.2015
Podziwiam Pana. Zycze Panu i Pana corce wszystkiego dobrego. Ma Pan dla kogo zyc - i to jest najwazniejsze!

nieYaro
27.10.2015
Tak trzymaj! Jestem po twojej stronie.


© terazswiecie.pl 2011. Wszelkie prawa zastrzeżone. projekt i wykonanie: www.szarekomorki.com