Reklama
Reklama
Reklama
Społeczeństwo
05.12.2015

Dwie strony barykady

Miniaturka
Jednym ze sposobów na poprawę sytuacji finansowej jest podwyższenie kwalifikacji przez pracowników. Niestety, nie wszędzie jest to możliwe i nie dotyczy to wszystkich działów gospodarki /Fot. A. Bartniak

W mojej pracy najbardziej nie odpowiadają mi...? Zarobki. Zapewne tak wielu pracowników dokończyłoby to zdanie. Znajdujący się po drugiej stronie barykady pracodawcy przekonują, że chcieliby płacić więcej, ale podwyżki doprowadziłyby firmę do bankructwa.

 

Prognozy ekonomiczne na najbliższe miesiące brzmią optymistycznie. Nie tylko dla przedsiębiorców, ale również pracowników. Po pierwsze od 2016 r. najniższe wynagrodzenie brutto wzrośnie z 1750 zł do 1850 zł, czyli 1355 zł na rękę. Warto przypomnieć, że w 2007 r. było to zaledwie 936 zł brutto. Spadające bezrobocie może również działać na korzyść pracowników. Znalezienie odpowiednich fachowców - ma to być mocno odczuwalne np. w branży budowlanej - będzie się wiązało z koniecznością zapewnienia im znacznie większej stawki, aniżeli przewiduje minimum. Ta tendencja ma być widoczna także w innych działach gospodarki.

 


 

Wprawdzie zarobki w budownictwie są stosunkowo wysokie, ale nie dotyczą one wszystkich.

- Aby przekroczyć pewien próg, trzeba być po prostu dobrym fachowcem - tłumaczy Jarosław Kwieciński, świecki deweloper, którego firma buduje m.in. bloki na Mariankach.

A fachowców jest stosunkowo niewielu. Trafiający do budowlanki to nierzadko ludzie z przypadku. Chcą spróbować pracy na budowie, bo słyszeli o wysokich pensjach.

- Rzecz w tym, że potrzeba kilku dobrych lat, aby nauczyć się murarki, układania płytek czy hydrauliki – wylicza Jarosław Kwieciński. - Spotykam ludzi, którzy ledwie coś tam liznęli, a mienią się wielkimi specjalistami. Niedawno takiego pracownika zatrudniłem do obsługi koparki i spychacza. Nie dość, że zupełnie sobie nie radził, to jeszcze popsuł drogi sprzęt i odszedł. Nie chcę generalizować, ale młodzi ludzie mają często błędne wyobrażenie o dorosłym życiu i odpowiedzialności. Popracują miesiąc, dwa i rezygnują. Nawet nie raczą powiadomić, że odchodzą. A gdyby zostali dłużej i zdobyli doświadczenie, to z czasem na pewno byliby bardziej zadowoleni z wynagrodzenia – argumentuje przedsiębiorca.

 


 

Wyższych zarobków dla swoich pracowników życzyłby sobie Marian Kaczmarek, zastępca prezesa Przedsiębiorstwa Budowy Dróg i Mostów w Świeciu.

- Nasze możliwości finansowe, decydujące o zarobkach, uzależnione są od wyników przetargów - podkreśla. - Jeśli chcemy je wygrywać i mieć zapewnioną pracę przez cały rok, musimy się dostosować do wymogów rynku. A zasadniczym kryterium mającym wpływ na to, czy ktoś wygrywa, czy przegrywa, jest cena. Jej składową są m.in. pensje pracowników. Gdybyśmy znacząco podnieśli zarobki, trudno byłoby być konkurencyjnym w stosunku do tych, którzy płacą ludziom mniej. Co nie znaczy, że w tej branży nie ma takich, którzy nie są zadowoleni ze swoich wynagrodzeń. By jednak tak było, trzeba być specjalistą, skończyć na przykład kurs obsługi ciężkich maszyn.

Największa rotacja widoczna jest wśród najmłodszych, niewykwalifikowanych pracowników. Nierzadko podejmują zatrudnienie bez przekonania, że to jest to, co chcą faktycznie robić.

- Często zgłaszają się tylko po to, by zaspokoić oczekiwania rodziców - mówi Kaczmarek. - To widać już podczas pierwszej rozmowy. Nie angażują się, nie zależy im na tym, aby się czegoś nauczyć. Po jednym sezonie odchodzą. Zupełnie inną postawę prezentują osoby nieco starsze, posiadające rodzinę.

 


 

Dość powszechne jest przekonanie, że nie wszyscy pracodawcy mówią całą prawdę o kondycji firmy. Bywa, że jej pozycję próbują budować obniżając do minimum koszty osobowe. Pracownicy to wyczuwają i prędzej czy później odchodzą.

Norbert - prosi by tak go przedstawić na użytek tego tekstu - po ośmiu latach pracy w jednej niedużych firm z branży papierniczej zdał sobie sprawę, że niezależnie od tego, jak by się starał, nie może liczyć na poprawę swojej sytuacji finansowej. Postanowił odejść.

- Dopiero po czterech latach pracy w tamtej firmie dostałem umowę na czas nieokreślony - wspomina swoje początki. - Gdy się ma 20 lat, człowiek nie przykłada do tego takiej wagi, ale później z każdym kolejnym rokiem coraz bardziej przeszkadza to, że nie ma się normalnej pracy, która liczy się do emerytury, albo pozwala wziąć kredyt. Dość naiwnie liczyłem, że stała umowa będzie się wiązać z jakąś małą podwyżką. W końcu sprawdziłem się, ale nie dostałem ani grosza więcej. Wciąż była to najniższa krajowa. Usłyszałem, że nie powinienem narzekać, bo w końcu dostałem stałą umowę, a inni są nadal „śmieciówkach”.

Norberta najbardziej frustrował brak jakiejkolwiek wizji na poprawę stanu konta.

- Czasami próbowałem wspomnieć o jakiejś premii albo podwyżce, ale za każdym razem słyszałem to samo: „Kondycja firmy na to nie pozwala”. A za tydzień szef podjeżdżał nowym autem. Częściej jednak można było usłyszeć, że jeśli praca mi nie odpowiada, mogę się zwolnić. Na moje miejsce jest dziesięciu chętnych, którzy z pocałowaniem ręki wezmą tę robotę.

W końcu miał dość proszenia i się zwolnił. Wprawdzie w nowej pracy również umowa przewiduje wynagrodzenie na poziomie najniższej krajowej, ale za to można sporo dorobić za nadgodziny.

- Taki układ ma sens. Więcej pracuję, to więcej zarabiam - przekonuje. - To motywuje do wysiłku i starania się, by dobrze wypełniać swoje obowiązki. Poza tym nikt nie mówi, że moja zasadnicza płaca nie ma szans wzrosnąć.

 


 

Kiedy Mariola (również prosi o anonimowość) dostała pracę w jednej z dużych sieci handlowych, nie kryje, że była szczęśliwa.

- Wiedziałam jednak, że może być ciężko, bo o firmie krążą różne opinie dotyczące traktowania pracowników - przyznaje.

Mariola ze sporym trudem przebrnęła przez pierwsze pół roku w nowej pracy.

- Najgorsze było to, że wszystko trzeba było wykonywać w pośpiechu - mówi. - Nikt nie miał czasu, żeby coś spokojnie wytłumaczyć. Poza tym miałam wrażenie, że osoby takie jaka ja, na okresie próbnym, są traktowane gorzej. Jakby były testowane, ile są w stanie znieść. Taki ktoś nie może się poskarżyć, bo nie ma umowy o pracę i w zasadzie też nie ma żadnych praw. Nie daje rady, to odpada.

Nie zawsze główną przyczyną tego, że ktoś nie otrzymywał przedłużenia umowy była jego zła praca. Nierzadko decydowały o tym także relacje z innymi pracownikami.

Jednak nawet doświadczeni pracownicy rzadko czują się komfortowo. Najbardziej boją się tajemniczego klienta, czyli osoby, wynajętej przez firmę, która ocenia postawę pracowników, porządek w sklepie, jakość obsługi itd. Podobne niezapowiedziane kontrole przeprowadzane są raz w miesiącu.

- Przez głupi drobiazg, na przykład to, że któryś z klientów, wychodząc ze sklepu, rzuci przed wejściem papierek, a my go w porę nie podniesiemy, tracimy premię - opowiada. - Albo kolejka do kasy jest zbyt długa. Nie pomaga tłumaczenie, że w tym czasie kasjerka musiała wyłożyć towar, wyjąć bułki z pieca i poskładać koszyki. Czasami można mieć wrażenie, że na siłę szuka się pretekstu, aby tej premii nam zwyczajnie nie dać.

Andrzej Bartniak
Dodaj komentarz
Kaylyn
16.04.2017
Thanky Thanky for all this good inifmratoon! http://bhgenqs.com [url=http://pnoartsfrn.com]pnoartsfrn[/url] [link=http://xrjgmwfr.com]xrjgmwfr[/link]

Bones
15.04.2017
I've been loknoig for a post like this for an age

Joyelle
15.04.2017
That's 2 clever by half and 2x2 clever 4 me. Thskan! http://xepjyodcm.com [url=http://pkyvcg.com]pkyvcg[/url] [link=http://eidoyrp.com]eidoyrp[/link]

Lawanda
14.04.2017
Your post captures the issue peftycrle!

Ronalee
20.03.2017
This is just the pefcret answer for all forum members

Cash
22.08.2016
That's an inventive answer to an innseertitg question http://lhayizaaq.com [url=http://qgpxxhwqic.com]qgpxxhwqic[/url] [link=http://ugznyw.com]ugznyw[/link]

Valjean
20.08.2016
I came, I read this article, I conudereq.

Holland
19.08.2016
It's much easier to unadestrnd when you put it that way!


© terazswiecie.pl 2011. Wszelkie prawa zastrzeżone. projekt i wykonanie: www.szarekomorki.com