Reklama
Reklama
Reklama
Społeczeństwo
29.02.2016

Wiadra pomyj

Miniaturka
Wyszydzić, obśmiać, obrazić – tak najkrócej można scharakteryzować hejt. Kiedyś pisano anonimy, dziś wystarczą komputer i Internet, żeby komuś zatruć życie /Fot. Andrzej Bartniak

Między hejtem a rzeczową krytyką jest mniej więcej taka różnica, jak między ściekiem a źródlanym potokiem. Fala internetowej nienawiści dotyczy nie tylko gwiazd, polityków i celebrytów. W Świeciu i okolicach również nie brakuje osób, którym oberwało się od hejterów.

 

Niewiele słów w ostatnich latach zrobiło tak zawrotną „karierę” jak hejt i hejter. To spolszczone wersje angielskiego hate, co w dosłownym tłumaczeniu oznacza nienawiść. Hejt to rodzaj negatywnego wpisu, zamieszczanego w Internecie, nierzadko obelżywego, pełnego pogardy i wulgaryzmów. Hejter przegląda blogi i fora internetowe zamieszczając na nich obraźliwe komentarze na temat ludzi i spraw, niezależnie od tego czy ma jakiekolwiek pojęcie na ich temat, czy nie. Świetnie obrazuje to pewne powiedzenie: „Nie wiem, nie znam się, ale chętnie się wypowiem”. Nienawistnik z rozmysłem wszczyna kłótnie i obrzuca obelgami tych, którzy dadzą się w nie wciągnąć. Celowo manipuluje wypowiedziami tak, aby rozwścieczyć innych rozmówców.

 

Żal mi cię

 

W Świeciu przedsmak tego niepokojącego trendu  mieli już jedenaście lat temu nauczyciele z Gimnazjum nr 3. Prawdziwy szok wywołały wpisy, jakie pojawiły się na internetowej stronie „Żal mi cię”. Afera wybuchła w przeddzień Dnia Nauczyciela. Na wspomnianej stronie kilku uczniów w niewybredny sposób wylewało żale pod adresem swoich nauczycieli. Jak się później okazało, za niektórymi mało eleganckimi wypowiedziami stali także dorośli. Sporo osób zdało sobie wtedy sprawę, że słowa rzucane w sieci mogą nieść realny ból. Był on tym większy, że stanowił zupełnie nową „jednostkę chorobową”, na którą nikt nie był jeszcze odporny. Chociaż, jak niektórzy twierdzą, nie sposób się całkowicie uodpornić na krzywdzące sądy.

 

Lewak łasy na kasę

 

-  Zmasowany atak w postaci 20-30 komentarzy może nadszarpnąć spokój najbardziej opanowanego człowieka oswojonego ze współczesnymi mediami. Nawet wtedy, gdy ma się świadomość, że za tymi kilkudziesięcioma wpisami może stać tylko kilka osób, które przy każdym kolejnym komentarzu zmieniają swój pseudonim, aby stworzyć wrażenie, że problem poruszył bardzo wielu ludzi - mówi Ariel Stawski, obecnie kierownik Parku Wodnego w Świeciu, a jednocześnie człowiek-orkiestra, bo wcześniej był m.in. pracownikiem ośrodka kultury, inicjatorem rozmaitych imprez, szefem lokalnego sztabu Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, dziennikarzem portalu Świecie24, konferansjerem.

Stawski po raz pierwszy doświadczył czym jest hejt będąc dziennikarzem portalu Świecie24.

- Pewna osoba komentowała każdy mój tekst i zdjęcia - wspomina. - Wyłuskiwała jakieś nieistotne szczegóły i rozwodziła się nad nimi przez kilka dni. Oczywiście nie chodziło o rzeczową dyskusję czy o odmienny osąd problemu, do czego każdy ma prawo. Było to zwykłe, irytujące krytykanctwo - podkreśla.

Znacznie więcej negatywnych niż pozytywnych  komentarzy zwykle towarzyszy jego działaniom na rzecz WOŚP.

- Wiele razy czytałem, że podobnie jak Owsiak jestem złodziejem, lewakiem i sprzedawczykiem prowadzącym finał w Świeciu tylko po to, żeby się wzbogacić - opowiada.


Ta dziewczyna ma kiłę

 

Jednak nawet najbardziej zjadliwe komentarze na Świecie24 nie mogą się równać z wiadrami pomyj wylewanych na forum.gazeta.pl. Przez kilka lat forum „Gazety Wyborczej” biło w Świeciu rekordy popularności. Każdego dnia pojawiało się od kilku do kilkunastu nowych wątków, a przy każdym z nich po kilkadziesiąt i więcej komentarzy. Obok użytecznych informacji, nie brakowało też wyjątkowo obraźliwych pomówień. Niektóre z nich były skrajnie obelżywe, gdy np. wskazywano dziewczynę, która rzekomo ma chorobę weneryczną, kiłę, albo że pan X zdradza żonę z panią Y. Jeśli zainteresowany w porę nie interweniował i nie zgłosił administratorowi forum prośby o usunięcie wątku, dyskusja trwała kilka dni. Problem w tym, że nawet po usunięciu, temat często wracał.

Sytuacja zmieniła się w momencie, gdy administrator wprowadził logowanie. Osoby korzystające z forum nie były już tak anonimowe, jak wcześniej. Z dnia na dzień znikły obraźliwe wpisy, a z czasem forum praktycznie umarło, przynajmniej w Świeciu.

 

Hejter na poziomie

 

- Jest bardzo wąska granica między wolnością słowa a obrażaniem - podkreśla Krzysztof Nowicki, właściciel portalu Świecie24. - Mimo zachęt, nie zdecydowałem się na wprowadzenie forum, częściej będącego śmietnikiem niż miejscem wartościowej wymiany zdań. Za bezpieczniejszą i bardziej pożyteczną formę wyrażania opinii uznałem komentarze pod tekstami. Niestety, ich jakość bywa bardzo różna. Mimo to rzadko decyduję się na usuwanie wypowiedzi. Z własnej inicjatywy robię tak tylko wtedy, gdy są wyjątkowo wulgarne i uderzają w konkretnych ludzi. Reaguję też w sytuacjach, kiedy zostanę o to poproszony. Nie zdarza się to jednak zbyt często. Bywają miesiące, że nie wpływa ani jedna taka prośba.

Nowicki doskonale pamięta ataki wymierzone w Ariela Stawskiego.

- W końcu odkryłem, kto za nimi stoi - mówi. - Zadowolenie z tego powodu było jednak umiarkowane, a właściwie było mi nawet w pewien sposób przykro. W powszechnym mniemaniu by to tzw. człowiek na poziomie, ale to, co robił pokazało, że jest inaczej.

Jak podkreśla Nowicki, internet daje bardzo złudne poczucie anonimowości. Ludzie zapominają, że każdy komputer ma niepowtarzalny numer IP, pozwalający ustalić właściciela. W przypadku naruszenia czyjejś godności policja jest w stanie z dużym prawdopodobieństwem ustalić, kto odpowiada za obraźliwe wpisy.

Zresztą Nowicki zna problem z autopsji, bo sam również doświadczył fali hejtu na początku istnienia swojego portalu.

 

Dwa oblicza swojaka

 

Bywa, że na rozwiązanie zagadki trzeba poczekać kilka lat. Tak zdarzyło się w przypadku Tomasza Kellera, prezesa gminnej spółki Vistula-Park i szefa Hali Widowiskowo-Sportowej w Świeciu.

- Powierzenie mi tej funkcji spotkało się z krytyką, często bardzo ordynarną. Przodował w niej internauta używający nicka swojak3 – Keller wraca do wydarzeń sprzed ponad siedmiu lat. - W zasadzie przez kilka lat przy każdej możliwej okazji obrażał mnie w niewybredny sposób. Sadzę, że do głowy mu nie przyszło, iż może wydać się, kto stoi za tymi wpisami. Trochę to trwało, ale „wpadł” przez swoją nieznajomość internetu. Nie chcę wchodzić w szczegóły, jak do tego doszło. Przyznam, że miałem sporą satysfakcję, gdy poznałem swojego „prześladowcę”, który spotykając się ze mną udawał miłego. Ba, mimo negatywnej oceny mojej osoby i funkcjonowania hali, chciał ze mną współpracować – śmieje się prezes.

 

Zabawa w obrażanie

 

Zmasowany hejt może być bardzo niebezpieczny, zwłaszcza wtedy, gdy zostaje wymierzony w osoby o delikatnej konstrukcji psychicznej. W ubiegłym roku cały kraj obiegła historia nastolatka zaszczutego przez rówieśników. Chłopak popełnił samobójstwo.

- Z rozmów z młodymi ludźmi jasno wynika, że nie mają świadomości, że słowami mogą wyrządzić komuś krzywdę - zaznacza psycholog Roman Jonac. – Obrażanie i obelgi traktują jak zabawę, niegroźne wygłupy. Zwykle są one wymierzone w osoby w jakiś sposób wyróżniające się. Niestety, cyberprzemoc nabiera na sile wraz z coraz większym znaczeniem internetu, który stał się głównym nośnikiem informacji. Szczególnie dla młodych ludzi.

Jednak z tego narzędzia chętnie korzystają też starsi, czego nieustannie doświadcza na przykład wielu samorządowców.

- Nie boję się krytyki, ale pod warunkiem, że jest ona konstruktywna - mówi Zofia Topolińska, wójt gminy Lniano. - Nie umiem się natomiast pogodzić z kłamstwami pojawiającymi  się na mój temat w internecie i przeinaczaniem faktów wynikających ze zwykłej niewiedzy, żeby nie nazwać tego inaczej. Przyjęłam zasadę, że nie wdaję się w dyskusje z hejterami, aby ktoś nie pomyślał, że poczułam się winna i dlatego się tłumaczę. To chyba najlepsza taktyka, jaką można obrać.

Andrzej Bartniak
Dodaj komentarz

© terazswiecie.pl 2011. Wszelkie prawa zastrzeżone. projekt i wykonanie: www.szarekomorki.com