Reklama
Reklama
Reklama
Społeczeństwo
31.03.2016

Posłańcy śmierci

Miniaturka
Jak powiedzieć rodzinie o śmierci bliskiej osoby? Na to nie ma jednego gotowego schematu /Fot. Andrzej Bartniak

- To najgorsze chwile w tej pracy - przekonuje ordynator oddziału ratunkowego świeckiego szpitala. - Trudno być gorszym posłańcem od tego, który informuje o śmierci kogoś bliskiego - dopowiada rzecznik policji.

 

W NZOZ Florencja w Świeciu  jest tylko kilka miesięcy w roku, gdy nie odnotowuje się zgonu. Ale bywają i takie, że odchodzą nawet cztery osoby. Wydawać by się mogło, że śmierć została tam oswojona, jak nigdzie indziej. Nic bardziej mylnego.

- Wprawdzie nieco łatwiej jest przyjąć taką informację, gdy dotyczy ona osoby w podeszłym wieku, ale dla bliskich ten moment zawsze jest nieodpowiedni - mówi Teresa Pisarczyk, dyrektor Florencji. - Przecież, ktoś kto ma 70 lat, mógłby pożyć do osiemdziesiątki. A dlaczego osiemdziesięciolatek nie może dożyć do 90 lat, skoro tyle osób świętuje setkę?

Znakomitą część pacjentów zakładu stanowią osoby cierpiące na udary, wylewy, starczą demencję oraz ludzie, którzy nie są w stanie funkcjonować samodzielnie ze względu na wiek, niepełnosprawność lub przewlekłą chorobę. Jedni spędzają na oddziale kilka tygodni, inni przebywają tam nawet kilka lat.

- To oczywiste, że w przypadku tak długich pobytów rodzi się wieź między chorym a personelem - tłumaczy Pisarczyk. - Informowanie bliskich o śmierci osoby, którą codziennie się karmiło, przebierało i myło jest bolesnym doświadczeniem również dla nas.

 

Z podręcznika się tego nie nauczysz

 

Ze względu na specyfikę Florencji, najczęściej już w momencie przyjmowania pacjenta, uzgadnia się z rodziną czy oczekuje ona informacji o każdorazowym pogorszeniu stanu zdrowia, co może skutkować śmiercią, niezależnie od pory dnia i nocy, czy też z informowaniem o ewentualnym odejściu należy się wstrzymać do rana. Spora część wybiera pierwszą opcję.

- Na tą drugą rodzina decyduje się wtedy, gdy mieszkają daleko, często za granicą i krewni wiedzą, że w żaden sposób nie zdołają dotrzeć w ciągu kilku godzin - wyjaśnia dyrektorka.

Teresa Pisarczyk nie ma wątpliwości, że tego, jak we właściwy sposób powiadamiać rodzinę o śmierci bliskiego, nie można się nauczyć z podręcznika.

- Myślę, że najwłaściwszą metodą jest zastanowienie się, jak każdy z nas chciałby być o tym powiadomiony - uważa. - W takich okolicznościach konieczna jest empatia na najwyższym poziomie.

 

Po co mam dalej żyć?

 

Według Hanny Czuchnowskiej, autorki artykułu „Posłaniec śmierci, czyli powiadamianie o śmierci nagłej”, opublikowanego na stronie Instytutu Psychologii Zdrowia, w takiej sytuacji niezwykle istotny jest aspekt wsparcia emocjonalnego. Przekazując tego rodzaju wiadomość, należy dać czas członkom rodziny na jej wysłuchanie oraz na wypowiedzenie się i wyrażenie swoich uczuć. Powiadomienie o śmierci jest przekazaniem wiadomości, której nikt nie chciałby otrzymać. Powiadamiający może się obawiać, że będzie naznaczony niechęcią żałobników i dlatego sprawą istotną dla każdego, kto będzie musiał jednak to zrobić, jest zapytanie samego siebie o strach przed byciem złym posłańcem. Na głębszym poziomie jest to pytanie o zgodę na fakt nieuchronności cierpienia i śmierci w życiu każdego człowieka.

Informowaniu rodzin o śmierci ich bliskich zawsze towarzyszą trudne pytania: „Jaki jest sens życia teraz, gdy umarło moje jedyne dziecko?”, „Dlaczego to właśnie on/ona?”, „Jak Bóg mógł na to pozwolić?”, „Po co mam teraz żyć?”. Część z nich ma charakter psychologiczny, część filozoficzny, a część religijny. Jeśli ktoś jest psychologiem lub księdzem może się czuć kompetentny do odpowiadania na konkretne pytania. Wszyscy powiadamiający muszą jednak zachować równowagę między chęcią wsparcia w cierpieniu a zdawkowym pocieszaniem: „Będzie dobrze”, „Czas leczy rany”. W wielu momentach takie stwierdzenia byłyby nie na miejscu.

 

Szok i niedowierzanie

 

Od mądrości i doświadczenia posłańca zależy dobór najwłaściwszych słów i wybór gestów. W poradniku opracowanym przez Małgorzatę Osowską z sekcji psychologów Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy, ujęto dziewięć uniwersalnych wskazówek, którymi powinni kierować się funkcjonariusze policji. Punkt ósmy mówi, że: Nie należy, po zawiadomieniu o śmierci, zostawiać rodziny zmarłego bez opieki tak długo, aż minie pierwsza reakcja (szok) lub pojawią się inni członkowie rodziny, znajomi, przyjaciele. Należy podać swoje dane kontaktowe (np. telefon do najbliższej jednostki policji), aby w razie potrzeby udzielić dodatkowych informacji. Aby rodzina ofiary nie czuła się pozostawiona sama sobie, można również podać kontakt do instytucji udzielających wsparcia psychologicznego.

- Mogę zaryzykować stwierdzenie, że niemal zawsze przekazujemy informacje o zdarzeniu nagłym - podkreśla aspirant sztabowy Maciej Rakowicz, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Świeciu. - Najczęściej chodzi o ofiary wypadków drogowych. Jedną z bardziej typowych reakcji jest niedowierzanie. Włącza się mechanizm obronny w postaci wypierania. Słyszymy: „To niemożliwe”, „To jakaś pomyła”, „Godzinę temu do mnie dzwonił”, „Czy jesteście pewni, że to mój syn lub mąż”? Trzeba być przygotowanym na najdziwniejsze zachowania. Żadne inne zdarzenie nie generuje takich emocji, jak śmierć bliskiej osoby. Zwłaszcza małżonka.

Stąd zalecenie w policyjnej instrukcji: W miarę możliwości, przed powiadomieniem należy zebrać informacje o relacjach ofiary z osobą powiadamianą, o stanie zdrowia osoby powiadamianej (ewentualne choroby serca, krążenia, cukrzyca itp.) – informacje te mogą być istotne ze względu na możliwość przewidzenia sposobu reagowania osoby powiadamianej. Może ona zareagować w sposób bardzo emocjonalny i wymagać pierwszej pomocy. Warto przygotować sobie wsparcie medyczne, żeby umożliwić w razie potrzeby natychmiastową interwencję lekarską.

 

Nam w pracy płakać nie wolno


Zestaw rad przygotowanych przez najlepszych nawet psychologów, które powinien znać posłaniec informujący o śmierci, to tylko wstęp do wiedzy, której nie sposób wypracować podczas ćwiczeń. Ludzkie zachowania bywają tak różne, że trudno byłoby je wszystkie opisać i dobrać do każdego z nich najwłaściwszy model postępowania.

Niemal pełną gamę obrazów rozpaczy w ciągu 28 lat pracy zdążyła poznać Grażyna Szybowicz, ordynator oddziału ratunkowego Nowego Szpitala w Świeciu. Co do jednego nie ma wątpliwości. Nic tak nie porusza, jak śmierć dzieci.

- Do dziś pamiętam szczegóły wypadku, do którego doszło przed kilkunastu laty na krajowej „piątce” - wspomina. - Zginęło wtedy pięć osób, w tym dwoje małych dzieci. Takie obrazy zostają w głowie bardzo długo i dotykają głęboko także lekarzy. To, że nie płaczą - nawet w najtragiczniejszych momentach -  wcale nie oznacza, że nie boli ich czyjeś nieszczęście. Profesjonalista - ratownik nie może sobie pozwolić na taką chwilę słabości, bo niezależnie od tego czy jest to szpital, czy miejsce wypadku, jest tam po to, by pomagać. Gdyby się rozklejał, narażałby życie innych ludzi oczekujących od niego pomocy. Prawdziwa praca w szpitalu niewiele przypomina Leśną Górę z serialu „Na dobre i na złe”, stawianą przez niektórych jako wzór dobrze działającego szpitala. Mimo to, w tych najtrudniejszych momentach, jakie zdarzają się w tej pracy, lekarz powinien przekazywać każdą tragiczną wiadomość w pewnym poczuciu jedności z żałobnikami – uważa ordynator.

 

Ból ma wiele twarzy

 

Doświadczenia doktor Szybowicz są w znacznej mierze zbieżne z tymi, które mają policjanci. W większości przypadków informacja o śmierci ma związek z nagłym zajściem. Różnica jest taka, że w przypadku szpitala pojawiają się czasem pretensje, że ktoś umarł przez złą pracę personelu.

- W pewnym sensie pogodziłam się z takimi atakami, bo w szoku ludzie wgadują różne rzeczy - zaznacza. - Nie dziwią mnie nawet sytuacje, gdy agresja zbiera w kimś do tego stopnia, że chce nas pobić w poczuciu bezsilności i złości, trochę na los, trochę na nas. Doświadczyliśmy już chyba wszystkiego. Niestety z każdym rokiem poziom tego typu agresji rośnie. I to już mnie poważnie martwi - mówi.

Na drugim biegunie są ci, którzy powiadomieni o śmierci bliskiej osoby wydają się nie zdradzać żadnych emocji. Bywa, że jedyne zdanie, jakie jest w stanie wypowiedzieć mąż na wieść o odejściu żony, brzmi: „Gdzie mogę odebrać dokumenty?” Nigdy nie wiadomo czy to zwielokrotniona reakcja szoku, czy też włączył się program „Dam sobie radę”. Są osoby, które nie są w stanie rozpłakać się przed obcymi ludźmi. Czekają na moment aż znajdą się same i wtedy dają ujście emocjom.

- Nikt z nas nie jest w stanie przewidzieć, jak sam się zachowa, gdy usłyszy tą najgorszą z wieści - mówi Grażyna Szybowicz. - Płacz, krzyki, stupor, czyli całkowity brak reakcji na bodźce, a nawet śmiech. Ból ma wiele twarzy, dlatego nigdy nie oceniajmy tego, w jaki sposób ktoś zareagował na ten cios.

Andrzej Bartniak
Dodaj komentarz
Lois
28.05.2016
I will be putting this danzzilg insight to good use in no time. http://yibgeyhz.com [url=http://aivunaazxl.com]aivunaazxl[/url] [link=http://ymjlvizphg.com]ymjlvizphg[/link]

Margaretta
28.05.2016
Just what the doctor oreedrd, thankity you! http://qcjsmlfef.com [url=http://ggdmpfddw.com]ggdmpfddw[/url] [link=http://kehozyvoq.com]kehozyvoq[/link]

Matee
28.05.2016
Fiaynll! This is just what I was looking for.

Roseanna
28.05.2016
The forum is a brhgtier place thanks to your posts. Thanks!

Vina
27.05.2016
Thanks for your thghouts. It's helped me a lot. http://gyqoxhjyseq.com [url=http://ldabkbzblbw.com]ldabkbzblbw[/url] [link=http://opgjcawpmnh.com]opgjcawpmnh[/link]

Tina
27.05.2016
Full of salient points. Don't stop beevliing or writing!

Sagi
26.05.2016
It's imaviptree that more people make this exact point.

Keydren
26.05.2016
Best bet is to move the hell on. It bites paypal has ability to freezing everything you have for undditermrneed periods of time. They don’t care whose business they kill or put into financial schambles as long as they don’t lose a dime. They after all are in the business of making millions off us!

Retta
26.05.2016
I much prefer invmroatife articles like this to that high brow literature.


© terazswiecie.pl 2011. Wszelkie prawa zastrzeżone. projekt i wykonanie: www.szarekomorki.com