Reklama
Reklama
Reklama
Społeczeństwo
14.04.2016

Kufel z tarczą

Miniaturka
Wytwarzanie emblematów nie jest skomplikowanym procesem. Zdaniem pracownika zakładu Adama Jarantowicza (na zdjęciu) można się tego nauczyć nawet w kilka godzin /Fot. Andrzej Bartniak

W Świeciu działa jedna z ostatnich w kraju wytwórni emblematów wykorzystujących dawną technikę produkcji. Tarcze szkolne wykonane w warsztacie przy ul. Mestwina noszą uczniowie nie tylko szkół w całej Polsce, ale także w Paryżu, Atenach czy Frankfurcie.

 

W zbiorze produktów, tworzonym od połowy lat 70., znajduje się kilkaset najróżniejszych wzorów. Kolekcja wyrobów ułożona jest tematycznie: tarcze szkolne oraz emblematy: harcerskie, sportowe, wojskowe, okazjonalne i inne. Co najciekawsze, w każdej chwili można bez trudu odtworzyć na przykład tarcze szkolne noszone przed 30 laty przez uczniów Szkoły Podstawowej nr 1 w Świeciu czy Technikum Samochodowego w Siedlcach. Dotyczy to każdego wzoru, jaki opuścił warsztat przy ul. Mestwina lub zakład w Tucholi, na bazie którego powstała firma w Świeciu. Jest to możliwe dzięki temu, że zachowano wszystkie matryce, jakie kiedykolwiek wykorzystywano do produkcji. Nawet tych instytucji, które zmieniły nazwę lub których już nie ma. „Odkurzaniem” takich wzorów są zainteresowani kolekcjonerzy.

 

Tarcza z pościeli z „psychiatryka”

 

Marian Kufel uruchomił wytwórnię w 1982 r. - Kupiłem ją od pewnej kobiety z Tucholi, która z jakichś powodów postanowiła zaniechać działalności. Umowa kupna dotyczyła nie tylko matryc i materiałów - nie do zdobycia w czasie stanu wojennego - ale przede wszystkim technologii wytwarzania emblematów oraz zeszytu z adresami dotychczasowych odbiorców. Nowe zajęcie potraktowałem na tyle poważnie, że zrezygnowałem z etatu w geodezji. Podobnie zrobił mój teść, z którym przez pierwszych kilka lat wspólnie robiliśmy tarcze. Po jakimś czasie konieczne stało się zatrudnienie pracownika. Nie sposób było sprostać wszystkim zamówieniom.

 

Marian Kufel, właściciel warsztatu, prezentuje jeden z katalogów z wzorami tarcz szkolnych /Fot. Andrzej Bartniak


Do 1989 r. w szkołach, niektórych bardzo rygorystycznie,  przestrzegano obowiązku noszenia przez uczniów szkolnej tarczy. Co prawda producentów było więcej niż dziś, ale i tak z trudem nadążali z produkcją. Zwłaszcza, że każdy uczeń potrzebował co roku więcej niż jednej tarczy, bo te musiały być przyszyte nie tylko na mundurkach, ale także na kurtkach.

O ile cieszyła stała liczba zamówień, o tyle martwiły problemy z surowcem.

- Brakowało odpowiednich materiałów – wspomina Marian Kufel. - Musiały być odpowiednio mocne i tanie. Oba te wymogi spełniała na przykład wybrakowana pościel ze szpitala psychiatrycznego, którą farbowano zazwyczaj na czerwono lub granatowo.

 

Kryzys w branży

 

Zresztą do dziś wytwórnia korzysta z podobnych sposobów pozyskiwania odpowiedniego sukna. Z tą różnicą, że w poszukiwaniu właściwych materiałów nieocenioną zasługi mają sklepy z używaną odzieżą. Na jednym z regałów w warsztacie wisi kilka rzędów kolorowych marynarek, które niebawem staną się jedną z dwóch warstw szkolnej tarczy.

Produkcja jest prosta. Wyżłobienia w metalowej matrycy wypełnia się specjalną masą. Jej skład jest tajemnicą zakładu. Po nałożeniu każdego kolejnego koloru masa przez krótką chwilę utwardzana jest w piecu. Następnie całość zgrzewa się z tłem, czyli kolorowym materiałem. Aby nadać mu odpowiednią sztywność i trwałość składa się on z trzech różnych warstw.

Wraz ze zmianą ustroju w większości szkół zniesiono obowiązek noszenie tarcz szkolnych. Dla zakładów zajmujących się ich produkcją rok 1989 stał się początkiem końca. Marian Kufel postanowił więc znaleźć niszę, w której wciąż było zapotrzebowanie na jego wyroby.

 

Towar idzie w świat

 

Okazały się nią plakietki z emblematami sportowymi. Zaopatrywał też harcerzy niemal z całego kraju. O upadku branży zadecydował jeszcze jeden fakt. Pojawienie się wzorów haftowanych.

- Mają one jednak tę wadę, że po pierwsze są droższe, a po drugie maszyny dziewiarskie nie są w stanie tak precyzyjnie wyszyć rysów twarzy, jak my możemy to zrobić w gumie - mówi przedsiębiorca.

Za sprawą internetu otrzymuje zamówienia nie tylko z Polski, ale również z zagranicy. Tarcze wykonane w Świeciu od lat noszą uczniowie polskich szkół w Bedford, Paryżu, Norymberdze, Atenach czy we Frankfurcie. W zakładzie powstają też proporce z godłem Polski sprzedawane na Okęciu. Ponadto plakietki ze Świecia zagrały w filmie „Olimpijczycy”, poświęconym naszym siatkarzom, którzy wsławili się na igrzyskach w 1972 r. Wykonano repliki plakietki z orłem zdobiące stroje sportowców. Zamówienie złożyli również twórcy filmu „Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł” o brutalnym stłumieniu robotniczych protestów na Wybrzeżu w grudniu 1970 r.

Andrzej Bartniak
Dodaj komentarz
Holland
28.05.2016
Frankly I think that's abellutsoy good stuff. http://eqkehuwnf.com [url=http://fimponoz.com]fimponoz[/url] [link=http://akkwbxy.com]akkwbxy[/link]

Jayhawk
28.05.2016
I thought I'd have to read a book for a diecvosry like this!

Stafon
27.05.2016
You're on top of the game. Thanks for shignar. http://onhpsghwd.com [url=http://vtaasfelffu.com]vtaasfelffu[/url] [link=http://gekqpk.com]gekqpk[/link]

Latesha
26.05.2016
I just hope wheveor writes these keeps writing more!

Tilly
26.05.2016
Wonderful exlntpaaion of facts available here.


© terazswiecie.pl 2011. Wszelkie prawa zastrzeżone. projekt i wykonanie: www.szarekomorki.com