Reklama
Reklama
Reklama
To jest temat
04.12.2015

Jak Zenek Kawka buchnął „krzykaczkę”

Miniaturka
W 1970 r. wokalistką zespołu Akordy była Krystyna Piotrowska, obecnie Radtke, była sekretarz gminy Świecie

W latach 70. i 80. funkcjonowało w Świeciu jednocześnie kilkanaście grup muzycznych. Ambicją każdego ośrodka kultury, szkoły, a także wielu zakładów pracy, było posiadanie własnego zespołu.

 

Początek gierkowskiej dekady zbiegł się z pojawieniem się na świeckiej scenie muzycznej formacji Zenona Kawki. Młodzi muzycy najchętniej sięgali po przeboje Czerwonych Gitar i Beatlesów. Do tych ostatnich nawiązywali także fryzurami i w miarę skromnych możliwości strojami. Lider formacji, która funkcjonowała w zasadzie bez nazwy, miał też na koncie kilka własnych kompozycji. Jedną z nich była słynna swego czasu piosenka „W Świeciu nie potrzeba cyrku”. Jeszcze większą furorę robił prześmiewczy numer o milicjantach stawiających sobie za punkt honoru sprowadzenie młodzieży na słuszną drogę. Każdemu z miejscowych antybohaterów była poświęcona jedna zwrotka. Kawka często grywał solo lub z kolegami na Dużym Rynku oraz w parku przy „pedeku”, czyli Powiatowym Domu Kultury (obecny OKSiR).

 

Rozróba w „pedeku”

 

- Ich fanami była m.in. słynna „świecka Ameryka” – wspomina Sławomir Kawka, muzyk, młodszy brat Zenona. - Była to kilkunastoosobowa grupa rozrabiaków, którym przewodził Achu Zieliński. Znali ich wszyscy, wielu się ich bało. Nie bez powodu. Rozgłos przyniosła im zwłaszcza rozróba, jaką zrobili podczas koncertu Tadeusza Nalepy z Breakout. W sali widowiskowej „pedeku” doszło do regularnej bójki. Zenek był jednak ich idolem i zawsze dbali o to, by mu nie przeszkadzano, gdy grał. Rolę swego rodzaju ochroniarza często pełnił Janusz Iwański. Dobrze zbudowany, dwumetrowy dryblas spojrzeniem odprowadzał tych, dla których nie był przeznaczony występ, na przykład ludzi z innych miejscowości lub środowisk.

Jedną z fundamentalnych bolączek muzyków w latach 70. był brak instrumentów i sprzętu nagłośnieniowego. Tymczasem w zachodniej muzyce rockowej w tej dziedzinie dokonał się ogromny postęp.

- Dzięki temu, że mój brat był dobrym spawaczem i świetnie zarabiał w Celulozie, mógł sobie pozwolić na sześciokanałowy wzmacniacz Eltron 100 z dwoma kolumnami – mówi Kawka. - Ale prawdziwą sensacją okazała się, zbudowana przez elektronika z Celulozy, Leszka Raczkowskiego, taśmowa kamera pogłosowa. Ten efekt sprawiał, że nikt w Świeciu nie brzmiał tak, jak Zenek.

Zanim jednak Zenek Kawka stał się dumnym posiadaczem Eltrona, postanowił wykorzystać do celów muzycznych głośnik „krzykaczki”, zamontowanej na Dużym Rynku, wtedy noszącym nazwę Placu 1 Maja. Tak przynajmniej głosi miejska legenda.

- Nie wiem, ile jest w tym prawdy, ale wszyscy mówili, że to Zenek zdjął ten głośnik, żeby miał do czego podłączyć gitarę. Była z tego wielka afera - śmieje się na wspomnienie sprzed 40 lat Krystyna Radtke, była sekretarz gminy Świecie, a w młodości wokalistka m.in. zespołu Akordy.

Historię tę potwierdza Sławomir Kawka. - Zenek ubrał roboczy strój z napisem ,,Serwis RTV''. Widzieli to milicjanci oraz kilku przechodniów, którzy pochwalili go, że nareszcie ktoś zabrał się za naprawę tych głośników.

 

Luz pod kontrolą

 

O ile osoby indywidualne miały poważne problemy z dostępem do sprzętu - nie tylko z powodu bariery finansowej, ale także zwykłych braków sklepowych - o tyle takich trudności nie miały państwowe zakłady oraz instytucje. Korzystały one ze specjalnej puli. Możliwość muzykowania stwarzały również szkoły ponadpodstawowe. Powodów takie stanu rzeczy było kilka. Po pierwsze, decydentom zależało na kreowaniu socjalizmu z ludzką twarzą: „Może nie zawsze rozumiemy o co chodzi w tej muzyce, ale skoro młodzi chcą grać, to niech grają”. Po drugie, była to także pewna forma kontroli. Odpowiedni ludzie słuchali o czym śpiewa młodzież, czasami buntowniczo nastawiona do otaczającej ją siermiężnej rzeczywistości. Gdyby robili to w piwnicach, albo swoich domach trudniej byłoby mieć

nad tym jakąkolwiek kontrolę. Wprawdzie lokalni muzycy nie wspominają o przejawach inwigilacji lub jakichś przejawach nacisku, ale pewnie dlatego, że niewielu miało w dorobku własne piosenki, a ci, którzy się ich dorobili, w tekstach nie próbowali krytykować

socjalizmu i wiecznego, nierozerwalnego sojuszu z ZSRR.

 

Państwowi sponsorzy

 

Pewnym ograniczeniem w dostępie do przyzwoitych instrumentów - odczuwalnym zwłaszcza przez jeszcze uczących się - było to, że zazwyczaj był on zarezerwowany dla pracowników zakładu, który go kupił. Najlepszym zapleczem technicznym mógł się pochwalić klub Papirus mający swoją siedzibę w dzisiejszym Cechu. Jego patronem były Zakłady Celulozy i Papieru w Świeciu. W latach 70. odbywający tam próby mieli do dyspozycji m.in. trzy mikrofony renomowanej firmy Shure.

Inni mogli tylko pomarzyć o takim standardzie. W tamtym czasie z Papirusem związane były trzy, cztery zespoły. Drugie tyle działało w ramach Powiatowego Domu Kultury. Innymi miejscami, które w szczególny sposób zapisały się w rozwoju muzyki, były świetlica szpitala psychiatrycznego oraz Zespół Szkół Zawodowych, dzisiejszy Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych. Zazwyczaj korzystanie z sali i sprzętu było transakcją wiązaną - grający zobowiązywali się, że w zamian będą regularnie koncertować.

 

Na dancing do Stylowej

 

W nieco innych realiach funkcjonowała grupa, której szkielet stanowili Jolanta i Zdzisław Kochanek. Była to typowa formacja dancingowa grająca w restauracji Stylowa, w latach 70., najlepszym lokalu w okolicy. Bilety na potańcówki trzeba było rezerwować

ze znacznym wyprzedzeniem. Zdobycie ich w dniu imprezy nie wchodziło w rachubę. Przez zespół grający do tańca w latach 1972-77 przewinęło się wielu lokalnych instrumentalistów. Byli to m.in. Lech Kierzkowski, Jan Dudek, Piotr Maciejewski, Kazimierz Lewandowski, Andrzej Lipiński, Roman Olszta, Leszek Glaza oraz jako drugi wokalista Cezary Kostrzyc.

Zdzisław Kochanek uchodził wtedy za jednego z najlepszych gitarzystów w Świeciu. W dużej mierze wynikało to z tego, że jako jeden z niewielu posiadał wykształcenie muzyczne. Dobrze radził sobie też na akordeonie i klarnecie.

- Na początku dancingi odbywały się w środy, soboty i niedziele – opowiada Jolanta Kochanek. - Później zrezygnowano z niedziel. Nie dlatego, że nie było chętnych, ale dlatego, że dla nas było to zbyt męczące. Bazowaliśmy na popularnych w tamtym czasie utworach The Shadows, Anny Jantar, Eleni czy holenderskiego Pussycat. Nie przepadałam za śpiewaniem angielskich piosenek, bo nie znałam tego języka. Dostępu do tekstów nie było. Pozostawało wielokrotne przesłuchiwanie piosenki, fonetyczne zapisywanie słów, a później możliwie jak najwierniejsze zaśpiewanie utworu. Istna męka.

Oblegane dansingi sławę zyskały również dzięki temu, że Stylowa była jedynym lokalem w mieście, w którym można było zobaczyć striptiz.

- Ludzie lubili się bawić i korzystali z każdej okazji do tańca - wspomina wokalistka. - Dlatego lokal był pełen, nawet w środy.

 

Na zdjęciach (od lewej):


Wyjątkowo barwną postacią świeckiej sceny muzycznej lat 70. był Zenon Kawka (pierwszy od lewej). Zdjęcie wykonano podczas koncertu w jednej ze świeckich szkół w roku 1970 lub 1971

 

Jeden ze składów grupy grającej na dancingach w restauracji Stylowa: Piotr Maciejewski, Zdzisław Kochanek, Andrzej Lipiński, Lech Glaza

 

Jolanta Kochanek dołączyła do zespołu kierowanego przez jej późniejszego męża, Zdzisław Kochanka, gdy miała 16 lat

 

Rok 1973. Próba zespołu działającego Powiatowym Domu Kultury. Na pianinie gra Irena Kopaczewska, instruktor muzyczny. Rytm nabija Mariusz Ławicki

 

W 1975 roku Jerzy Seehaber, wokalista grupy Papirus, wystąpił na koncercie debiutów na festiwalu w Opolu

Andrzej Bartniak
Dodaj komentarz

© terazswiecie.pl 2011. Wszelkie prawa zastrzeżone. projekt i wykonanie: www.szarekomorki.com